Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demonstracja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demonstracja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 listopada 2013

Dyskryminacja brzydkich demonstrantów

Większość ugrupowań zasiadających w sejmie opowiada się za zakazem zasłaniania twarzy uczestników marszów i demonstracji (źródło). Nie pochwalam zasłaniania twarzy przez demonstrantów, ale też uważam, że zabranianie tego jest niedopuszczalną ingerencją w prywatność człowieka.

Nie dlatego, że jest to dyskryminacja ludzi z tendencją do odmrożeń twarzy oraz ludzi brzydkich, dla których kominiarka jest jedyną szansą na życie socjalne. To jest, odstawiając żarty na bok, próba postawienia kolejnego małego kroku w kierunku państwa totalitarnego. Politycy, zamiast bawić się w pracochłonne rozpoznawanie twarzy z zapisów monitoringu, mogliby od razu nakazać każdemu chodzić z transparentem na kiju z imieniem, nazwiskiem, peselem.

Wiceprzewodnicząca klubu PO Małgorzata Kidawa-Błońska sądzi, że zdecydowana większość klubu PO opowie się za zakazem zakrywania twarzy przez uczestników manifestacji. "Zgadzamy się, że nikt, kto jest odpowiedzialny, nie idzie na marsz w kominiarce. Kominiarka jednoznacznie kojarzy się z chęcią ukrycia twarzy" - powiedziała posłanka PO.

Te niezwykle odkrywcze słowa nieco mnie niepokoją. Znaczą one bowiem, że policjanci wpadający o świcie do mieszkania blogera, albo innego niepokornego indywiduum, to także ludzie nieodpowiedzialni. Jest to oczywiście błąd w myśleniu pani Kidawy-Błońskiej. Zarówno policjanci, jak i demonstrujący zasłaniają twarze kominiarkami nie dlatego, że są nieodpowiedzialni. Robią to, bo rozpoznanie ich może doprowadzić do pewnych nieprzyjemnych dla nich sytuacji, nawet jeśli postępują właściwie.

A jeśli policjanci antyterroryści, mający za sobą lewo i ostrą amunicję, obawiają się bycia rozpoznanymi przez Bogu ducha winnego blogera, to demonstranci maszerujący w antysystemowym marszu tym bardziej mają podstawy do obaw przed zostaniem rozpoznanym przez funkcjonariuszy państwa policyjnego ze skłonnościami totalitarnymi. Zwłaszcza, że nierzadkie są wypadki nadużycia przez nich władzy również w stosunku do zupełnie przypadkowych osób.

Na przykład przeciwnicy Marszu Niepodległości, który jest przyczyną debaty, niekoniecznie związani z władzą, mają niezbyt szlachetny plan, który wyraził ich guru, poseł Palikot: Sfotografujemy mordę za mordą. Opublikujemy dane. Wywiesimy plakaty w miastach, dzielnicach , na ulicach – wszędzie tam gdzie żyją. Tam ich powiesimy, aby każdy widział z imienia i nazwiska kto jest faszystą. Będziemy na nich pluć, wsadzać do więzienia, gnębić w miejscu pracy. Każdy normalny człowiek woli unikać sytuacji, w której banda naćpanych zboczeńców wyciera sobie gęby jego wizerunkiem. Chodzi o szacunek do samego siebie.

Dochodzi tu również kwestia ochrony prywatności. Mam prawo nie życzyć sobie, by ktoś mnie fotografował i pokazywał w telewizji. Jeśli jakaś telewizja robi ankietę uliczną i do mnie podchodzi z kamerą i mikrofonem, to mogę zastrzec, że nie życzę sobie pokazywania mojej twarzy w materiale. Na demonstracji takiej możliwości nie mam. Kominiarka jest moją jedyną szansą na zachowanie prywatności.

Z nieco innej beczki: Znamienne jest to, że chociaż Palikot tak się jeszcze niedawno palił do fotografowania wszystkich morda po mordzie, to właśnie jego Twój Ruch jest jedyną partią zasiadającą, która sprzeciwia się projektowi. Ale też co się dziwić? Narodowcy bez kominiarek sobie jakoś poradzą, najwyżej będą zwracać większą uwagę, co się wokół nich dzieje. Ale jak tu przeprowadzać prowokacje z odsłoniętym ryjem! I to jest główne zmartwienie Palikota.

wtorek, 15 maja 2012

Pan premier zachęca do demonstracji

Premier Tusk zaapelował, by nie organizować demonstracji w czasie Euro 2012. Tym samym zachęca związkowców i nie tylko do demonstrowania w czasie trwania tej imprezy. Z prostej przyczyny - czy demonstracje są po to, by uszczęśliwić premiera?

Nie, wprost przeciwnie. Są po to, by jemu, rządowi oraz parlamentarzystom dać w kość. W przeciwnym razie demonstracje odbywałyby się wówczas, kiedy rząd zrobi coś pożądanego, a nie kiedy postępuje wbrew woli demonstrujących. A jeśli ktoś, komu tłum chce dać w kość apeluje do niego, by tego nie czynił, to oczywiście tłum ten w kość da i to jeszcze chętniej.

Daleki jestem od twierdzenia, że premier faktycznie chce, by demonstracje się odbywały, a w bystrości swej przewidział opaczną reakcję związkowców i innych demonstrujących, więc zaapelował o coś zgoła przeciwnego. Nie, nie! Uważam, że mamy do czynienia z tą drugą możliwością.

Premier raczej powinien powiedzieć, że nie obchodzą go żadne demonstracje i wszystko mu jedno, czy się odbędą, czy nie. A najlepiej by było, by w ogóle zignorował temat. Nie zapobiegłoby to demonstracjom, ale zapewne ostudziłoby to zapał aktywistów. Bo tłum kieruje się taką sama mentalnością, jak walczące kobiety - prośba o zaniechanie walki dodaje przeciwnikowi animuszu.

Tymczasem oczywiście i Solidarność, i cała reszta za nic mają apele Tuska i w czasie Euro będą protestować. I nie można się im dziwić, wydali na tę imprezę, podobnie jak my wszyscy, kupę kasy i chcą z tego mieć coś więcej niż tylko pokrzepiającą świadomość, że działacze sportowi i politycy dostaną darmowe bilety na mecze, a oni będą mogli mistrzostwa oglądać wygodnie w telewizji za niezbyt wygórowany abonament.

Demonstracje będą i obawiam się, że na demonstrowaniu się nie skończy, bo już widać, że społeczeństwu żyłka na czole pulsuje, a pulsuje mocno i szybko. Przez ostatnie lata, ba miesiące, możemy obserwować jak demonstracje nabierają na sile. Są coraz liczniejsze, a demonstranci coraz bardziej skorzy do walki. A drugiej takiej okazji jak Euro, długo nie będzie. Spodziewam się najgorszego.