Wiele rozumiem. Ale mimo najszczerszych chęci nie potrafię pojąć tego, co narosło wokół meczu Polska - Rosja. Media, żądne "tematu" w sposób bardzo agresywny i niesmaczny manipulowały i starały się wywołać konflikt. Prasa i telewizja stały się noszącą białe rękawiczki analogią łysego draba, który zaczepia w barze spokojnie siedzącego gościa zagadką: "Masz problem?". To nie jest troskliwość. On chce, żeby problem był. I media robią dokładnie to samo. Ostrzegały nas przed wszelkimi "zagrożeniami" nie po to, by nas od nich uchronić, tylko by je wywołać i napompować. Efektem działania draba jest to, że po pięciu minutach już wszyscy goście baru mają problem, a połamane krzesła i zęby walają się po podłodze. Nie inaczej sprawy się mają, gdy drabem są media.
Szukaniem nieistniejących problemów było krytykowanie prezydent Warszawy za wydanie pozwolenia na przemarsz Rosjan. Nie wiem, kto mógł wpaść na tak idiotyczny pomysł, że można byłoby tego pozwolenia nie wydać, ale osoba ta na pewno nie zna topografii Warszawy. Zerknięcie tylko na plan miasta wystarczy, żeby zauważyć, że jedyna sensowna trasa, którą można ze strefy kibica dostać się na stadion państwowy (to nie jest pomyłka - pomyłką jest nazywanie go narodowym) wiedzie Alejami Jerozolimskimi, przez Most Księcia Józefa Poniatowskiego do Ronda Jerzego Waszyngtona. Trasa ta zresztą została specjalnie wyznaczona przez miasto dla kibiców poruszających się pieszo w kolorowym folderku kierowanym do kibiców. No chyba, że protestujący chcieli, by w drodze na stadion rosyjscy kibice przemaszerowali okrężną trasą całą Warszawę.
Nieoficjalna zgoda na przejście tą trasą była bezdyskusyjna. Miasto, które jest gospodarzem takiej imprezy nie tylko udostępnia obiekty, ale też musi umożliwić komunikację między nimi. Jeśli wynajmuję od kogoś pokój i mam prawo do korzystania z łazienki, to muszę też mieć pozwolenie na przejście korytarzem między nimi. To rozumie się samo przez się, a każdy, kto przeciwko temu protestuje, ma nierówno pod sufitem.
Do Ratusza można mieć pretensję o wiele rzeczy, ale nie o to, że poproszony oficjalnie przez rosyjskich kibiców, by wydał oficjalną zgodę, zgodę taką wydał. Bo zgoda ta była oczywista. Ponadto Rosjanie zgłaszając taką prośbę wykazali się dużym poszanowaniem dla naszego prawa i dla Warszawy. Każda inna grupa kibiców po prostu przelazłaby przez miasto, nie pytając o pozwolenie, słusznie założywszy, że mogą. Nie wyobrażam sobie na przykład by Polacy martwili się o pozwolenie Moskwy na przemarsz z flagami w czasie jakiejś międzynarodowej imprezy sportowej odbywającej się w Rosji. To był bardzo miły i uprzejmy gest ze strony Rosjan.
Wydanie pisma odmownego po pierwsze byłoby idiotyczne, po drugie śmieszne i to na całą Europę, po trzecie nie zapobiegłoby przemarszowi, bo Rosjanie, o ile jest to naród bardzo zdolny i obdarzony wielką fantazją, fruwać jeszcze nie umieją, a po czwarte pismo takie i tak zostałoby anulowane przez pana Platiniego, który na czas mistrzostw, przypomnę niezorientowanym, jest nieoficjalnie głową państwa - nawet wydaje bankiety na Zamku Królewskim!
Innym problemem przewidywanym przez media było propagowanie symboli komunistycznych. Nawiasem mówiąc reakcja Ratusza na zgłoszenie takiej możliwości była tym razem nie do przyjęcia. Jeśli bowiem prawo, nawet głupie prawo, zakazuje takich symboli, to nie może przedstawiciel władzy otwarcie mówić, by jego łamanie traktować z przymrużeniem oka. Bo gdybym ja, Polak, przechadzał się miesiąc temu po stolicy z radzieckim sztandarem, to daleko bym nie zaszedł. Traktowanie Rosjanina inaczej kilka dni później (prawo w tym czasie nie uległo zmianie w tej kwestii) jest zdradą. Koniec nawiasu, bo nie o tym miałem pisać.
Media trąbiły, że ulicami Warszawy przejdzie coś na kształt defilady miłośników Związku Radzieckiego i Polacy w to uwierzyli. Uwierzyli, bo Rosjan ciągle postrzega się u nas przez pryzmat ZSRR. A politycy i media ochoczo stereotyp ten utrwalają. Jest on błędny. Rosjanie nienawidzą Sowietów tak samo, a może i gorzej niż Polacy. Bo i powodów do nienawiści maja więcej. Oczywiście trafiło się kilku z czerwonymi sztandarami i z gwiazdami, ale w Polsce też są jeszcze idioci, którzy wierzą, że komunizm to najwspanialszy ustrój na świecie. Trudno.
Przy okazji - ciekawostką było dla mnie tłumaczenie, że powinniśmy kochać Sowietów, za to, że przegnali z Polski Hitlerowców. Proszę mi wierzyć, że gdyby było odwrotnie, gdyby to Hitlerowcy przegnali z Polski Sowietów - też bym ich nie kochał, nawet gdyby jakiś zapaleniec ze sztandarem III Rzeszy przekonywał mnie, że powinienem.
Żaden przemarsz Sowietów, mimo najszczerszych oczekiwań żądnych krwi pseudoredaktorów nie nastąpił. Rosjanie to bardzo mili ludzie i nasi bracia. Bracia, z którymi nie zawsze się dogadujemy, ale powinniśmy się wzajemnie szanować i wspierać.
Znam kilku Rosjan i z pracy, i ze stosunków towarzyskich, ale nigdy nie dali mi odczuć, że jestem dla nich kimś obcym. Wprost przeciwnie. Zawsze mówią o mnie "brat". Nawet gdy jesteśmy w towarzystwie Czechów, czy innych Słowian, to ja jestem "bratem", a pozostali to "druzja" (przyjaciele). Wielu Polaków żywi jakieś nieuzasadnione przekonanie, że istnieje jakiś konflikt między naszymi narodami. Kiedy pytam o to Rosjan - nie mają pojęcia o czym mówię. Ten "konflikt" istnieje tylko w polskich mediach i w polskiej polityce.
To samo dotyczy Smoleńska - Polacy od ponad dwóch lat żyją tylko tym i mają dziwne przekonanie, że cały świat też tylko tym żyje. Trąbią o tym wszędzie i szczekają na "ruskich". Przeciętny Rosjanin tego szczekania nie słyszy. Dwa lata temu była to wiadomość dnia, ale oni jakoś potrafili się pogodzić z tym, że czasem samoloty spadają i nawet jeśli ktoś im spaść pomaga - to jest to zajęcie dla badaczy i ekspertów, a nie sprawa, w którą należy angażować całe społeczeństwo, które nie ma o "tych rzeczach" bladego pojęcia.
A tymczasem ktoś puścił kaczkę dziennikarską, że rosyjscy kibice mają nas w czasie meczu przedrzeźniać i prowokować koszulkami z napisami dotyczącymi katastrofy, oraz rzucając papierowe samolociki na murawę. Ponownie - Rosjanie nie potrafili zrozumieć skąd się wziął tak idiotyczny pomysł. A wziął się stąd, że media specjalnie próbowały go im podrzucić, na szczęście nieskutecznie. Bo media wówczas miałyby "temat", miałyby poczytność, a nienawiść polsko - rosyjska płonęłaby jasnym płomieniem. A i mediom, i politykom bardzo na tym płomieniu zależy.
Niezrozumiały protest wzbudził też wielki transparent "This is Russia" (Oto Rosja). Wiele osób pokracznie interpretowało jego treść, próbując usilnie przypisać mu jakieś wrogie znaczenie, a to, że Polska to Rosja - czyli terytorium całkowicie poddane Rosjanom, a to znowu, że rycerz na transparencie to Dymitr Pożarski, który w XVII wieku pogonił Polaków i Litwinów z Rosji, co jest oczywiście głupotą, bo gdyby transparent ten faktycznie miał być prowokacją, to jest wiele innych postaci historycznych, które i bardziej nam dokuczyły, i są bardziej znane, niż Dymitr Pożarski, o którym słyszał może co setny Polak.
Dla mnie i hasło, i stylizacja portretu nawiązują ewidentnie do filmu "300", z którego do popkultury przeniknęło zawołanie "This is Sparta" (Oto Sparta), które wieszczyło wielką bitwę, zakończoną zwycięstwem Spartan nad dużo silniejszymi Persami. Transparent miał zagrzewać Rosyjskich piłkarzy do walki i wyrażać niezłomną wiarę w zwycięstwo. Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że transparent ten miał wieszczyć, że Rosja pokona dużo silniejszych Polaków.
Jakaś rozróba oczywiście była - ale bójki zawsze się zdarzają przy tego typu imprezach. Na pewno nie była to jakaś wyjątkowo wielka bójka, ale oczywiście wolałbym, by do niej nie doszło. Ale znowu media ekscytowały się kilkudziesięcioma chuliganami (prawdopodobnie nawet prowokowanymi przez wynajętych zadymiarzy), a nie pokazali setek Rosjan idących zgodnie z Polakami, wesoło rozmawiającymi i droczącymi się, która drużyna jest najlepsza na świecie.
Wierzę, że mimo starań telewizji i gazet, i marsz Rosjan, i przebieg meczu uświadomił Polakom, że Rosjanie, co by nie mówić o Federacji Rosyjskiej, to normalni przyjaźnie nastawieni ludzie. Tacy sami jak Polacy, bo i bliżej nam do nich niż do Anglików, czy Szwedów, z którymi jakoś potrafimy się dogadać. Że można się z nimi dobrze bawić i rywalizować na mistrzostwach.
Wierzę (piszę te słowa przed sobotnimi meczami), że spotkamy się z Rosjanami w finale i po dramatycznym, pełnym spektakularnych, brawurowych akcji i niezwykle wyrównanym meczu pokonamy ich w siódmej godzinie rzutów karnych. I że to zapoczątkuje nowy okres w naszych stosunkach. Przyjacielski - bez dziwnych uprzedzeń.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą euro 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą euro 2012. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 czerwca 2012
sobota, 3 marca 2012
Magister taksówkarstwa
Rząd postanowił "odregulować" kilka zawodów. Oczywiście nie spodziewam się, że postanowienie to zrealizuje, tak jak nie spodziewałem się, że zredukuje liczbę urzędników. Grupy objęte tym programem głośno poprotestują, po cichu wręczą rządowi upominki, a ten znajdzie nowy temat zastępczy. Ale przy okazji wychodzą pewne ciekawostki.
Na przykład taksówkarze, jak czytam na stronie Gazety, już zapowiedzieli strajk na pierwszy dzień Euro 2012. Najwięcej na tym stracą oczywiście sami strajkujący - ulice będą tego dnia pełne zagranicznych turystów z dużą ilością gotówki i nieznających miasta. No chyba że mają zamiar strajkować jednocześnie rozwożąc klientów.
Czy oni naprawdę wierzą, że pierwszego dnia mistrzostw europy ktokolwiek będzie jeździł po mieście szybko? Na pewno nie w miastach, w których odbywać się będą spotkania. Pamiętam jak wyglądała Warszawa w dniu koncertu Michaela Jacksona. Z powodu korków, które trwały już od samego rana, wracałem do domu piechotą. Na sześciokilometrowym odcinku wyprzedziłem cztery "moje" autobusy, które ruszały z pętli co dwadzieścia minut. Ale to tylko taka mało istotna uwaga.
Co istotne, to przeciwko czemu protestują taksówkarze:
W pełni zgadzam się tu z panem Gowinem. Od lat nie jechałem taksówką, która nie byłaby wyposażona w urządzenie do nawigacji satelitarnej. Egzamin z planu miasta dla taksówkarzy ma więc tyle sensu, co egzamin z tabliczki mnożenia dla kasjerki, albo oczekiwanie od młodego inżyniera, że potrafi obsługiwać suwak logarytmiczny. Może jeszcze zaraz zażądają pięcioletnich studiów wyższych z taksówkarstwa dla nowych kandydatów? Oczywiście wiedza taka nie zaszkodzi, ale u licha, nie jest niezbędna po to, by przewieźć klienta z jednego końca miasta na drugi. Jakość usług na tym na pewno nie ucierpi.
I owszem, wielu obecnych taksówkarzy straci źródło utrzymania. Ale więcej obecnych bezrobotnych zyska źródło utrzymania, o czym nikt nie pomyślał. A więcej taksówkarzy, to niższe ceny. Zatem rynek, ani gospodarka nie stracą, a wręcz zyskają! Bo pracę stracą źli i drodzy taksówkarze, a zyskają ludzie pracowici, tani i sumienni. Bo wolny rynek faworyzuje tych drugich. Jeśli się spóźniasz, przeklinasz w rozmowie z klientem, a twoja taryfa śmierdzi dymem papierosowym, to ja się bardzo cieszę, że zastąpi cię ktoś, kto szanuje klienta i dba o jego wygodę. Ktoś, kto zamiast protestować, zawiezie mnie na mecz i z uśmiechem życzy udanego spotkania.
Bo na uwalnianiu rynku zyskują wszyscy poczciwi i sumienni ludzie. A lenie i niedojdy tracą. Więc protestują.
Na przykład taksówkarze, jak czytam na stronie Gazety, już zapowiedzieli strajk na pierwszy dzień Euro 2012. Najwięcej na tym stracą oczywiście sami strajkujący - ulice będą tego dnia pełne zagranicznych turystów z dużą ilością gotówki i nieznających miasta. No chyba że mają zamiar strajkować jednocześnie rozwożąc klientów.
Najprawdopodobniej będziemy blokować ruch poprzez bardzo wolną jazdę - powiedział nam Michał Więckowski, przewodniczący Związku Zawodowego Taksówkarzy "Solidarność".
Czy oni naprawdę wierzą, że pierwszego dnia mistrzostw europy ktokolwiek będzie jeździł po mieście szybko? Na pewno nie w miastach, w których odbywać się będą spotkania. Pamiętam jak wyglądała Warszawa w dniu koncertu Michaela Jacksona. Z powodu korków, które trwały już od samego rana, wracałem do domu piechotą. Na sześciokilometrowym odcinku wyprzedziłem cztery "moje" autobusy, które ruszały z pętli co dwadzieścia minut. Ale to tylko taka mało istotna uwaga.
Co istotne, to przeciwko czemu protestują taksówkarze:
W sobotę Jarosław Gowin ujawnił, że aby być taksówkarzem, nie trzeba będzie zdawać egzaminów ze znajomości miasta. - W dobie GPS to absurd! (...) Taksówkarze uważają jednak, że to złe rozwiązanie, które w efekcie doprowadzi do obniżenia jakości usług na tym rynku, a także do tego, że wielu obecnych taksówkarzy straci źródło utrzymania.
W pełni zgadzam się tu z panem Gowinem. Od lat nie jechałem taksówką, która nie byłaby wyposażona w urządzenie do nawigacji satelitarnej. Egzamin z planu miasta dla taksówkarzy ma więc tyle sensu, co egzamin z tabliczki mnożenia dla kasjerki, albo oczekiwanie od młodego inżyniera, że potrafi obsługiwać suwak logarytmiczny. Może jeszcze zaraz zażądają pięcioletnich studiów wyższych z taksówkarstwa dla nowych kandydatów? Oczywiście wiedza taka nie zaszkodzi, ale u licha, nie jest niezbędna po to, by przewieźć klienta z jednego końca miasta na drugi. Jakość usług na tym na pewno nie ucierpi.
I jestem gotów się założyć, że wszystkie protestujące taksówki będą wyposażone w GPSy.
I owszem, wielu obecnych taksówkarzy straci źródło utrzymania. Ale więcej obecnych bezrobotnych zyska źródło utrzymania, o czym nikt nie pomyślał. A więcej taksówkarzy, to niższe ceny. Zatem rynek, ani gospodarka nie stracą, a wręcz zyskają! Bo pracę stracą źli i drodzy taksówkarze, a zyskają ludzie pracowici, tani i sumienni. Bo wolny rynek faworyzuje tych drugich. Jeśli się spóźniasz, przeklinasz w rozmowie z klientem, a twoja taryfa śmierdzi dymem papierosowym, to ja się bardzo cieszę, że zastąpi cię ktoś, kto szanuje klienta i dba o jego wygodę. Ktoś, kto zamiast protestować, zawiezie mnie na mecz i z uśmiechem życzy udanego spotkania.
Bo na uwalnianiu rynku zyskują wszyscy poczciwi i sumienni ludzie. A lenie i niedojdy tracą. Więc protestują.
Subskrybuj:
Posty (Atom)