Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postęp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą postęp. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2013

Gdzie jest tęcza!

Hipokryzja obrońców tęczy jest zdumiewająca. Są to ludzie, którzy dążą do wyeliminowania symbolu krzyża ze szkół, urzędów i miejsc publicznych, a jednocześnie lżą i wyzywają przeciwników tęczy, która jest ich przedmiotem kultu. Ale to nie jest jeszcze szczyt ich hipokryzji.

Szczytem jest to, że kiedy ktoś "hailuje", a potem tłumaczy się, że to był rzymski salut, lub prośba o pięć piwek, to wiedzą, że próbuje robić ich w konia. Kiedy sędzia mówi, że swastyka jest znakiem szczęścia, oburzają się i grzmią na wyrok w mediach. A mimo to oczekują, że świat "łyknie", że "Tęcza" na Placu Zbawiciela jest symbolem przymierza Boga z ludźmi, a jej największymi obrońcami są ci, którzy na co dzień opluwają Boga i kościół. Tak nie jest. I oni to wiedzą i my.

Tak, swastyka jest w wielu kulturach symbolem szczęścia i jako taki została przyjęta przez narodowych socjalistów. Przez to dziś kojarzy się jednoznacznie z Trzecią Rzeszą i wątpliwym jest, by malowana na murze odnosiła się do pierwotnego jej znaczenia. Podobnie z tęczą. W Starym Testamencie jest ona (siedmiobarwna!) znakiem przymierza, ale dziś symbol ten (sześciobarwny, jak na Pl. Konstytucji) został przejęty przez środowiska sodomitów, więc nic dziwnego, że to z nimi jest dziś kojarzona. Wszystko należy rozpatrywać w pewnym kontekście. Tymczasem obrońcy tęczy albo sami są idiotami, albo wierzą, że my nimi jesteśmy. Instalacja ta znaczy dokładnie to, co miała znaczyć.

Problemu by nie było, gdyby lewica (czy to narodowi socjaliści, czy postępowcy) przestali wreszcie wykorzystywać istniejące symbole pięknych idei, do propagowania swoich nowych, antycywilizacyjnych, wypaczonych ideologii.

piątek, 1 listopada 2013

Grodzkie niemowlę

W Niemczech zlikwidowano obowiązek wpisywania do metryki płci dziecka - podaje WP za PAP - Od piątku w Niemczech do metryki nie trzeba wpisywać płci dziecka, jeżeli rodzice mają wątpliwości, czy noworodek jest chłopcem czy dziewczynką. Również w paszportach w rubryce płeć oprócz "F" (kobieta) i "M" (mężczyzna) pojawi się trzecia możliwość - "X".

W komentarzach na portalach informacyjnych krytyka tego rozporządzenia trwa na całego. A ja tego Niemcom zazdroszczę.

Sam chciałbym móc w dowodzie wpisać "X" w rubryce "płeć". A także w rubryce "adres", "obywatelstwo", "nazwisko". A najlepiej byłoby, gdybym dla władzy był jednym wielkim Iksem, bez dowodu osobistego i bez peselu. Bo ja bez tego sobie poradzę. Problem w tym, że oni (rząd, urzędnicy) - nie. Bo co będą wówczas robić?

Z drugiej strony zabawnie brzmi sformułowanie jeżeli rodzice mają wątpliwości, czy noworodek jest chłopcem czy dziewczynką. Nie dziwię się, że postępowcy forsują wychowanie seksualne do szkół i przedszkoli, skoro nie potrafią odróżnić chłopca od dziewczynki. Ale proszę mi wierzyć, jeśli ktoś był na tyle zdolny, by połapać się jak to dziecko spłodzić, to znaczy, że wie, na czym różnica polega.

wtorek, 10 września 2013

Heterofobia

Organizacje gejowskie od lat głoszą, że całkowicie normalnym jest, gdy chłopcy spotykają się z chłopcami i gdy dziewczynki spotykają się z dziewczynkami. Kto się z tym nie godzi jest homofobem. Tymczasem ci sami ludzie atakują rosyjską lekkoatletkę Helenę Isinbajewą za słowa:

My uważamy za normalne, gdy chłopcy spotykają się z dziewczętami, a dziewczęta z chłopcami.

Dodatkowo domagając się odebrania jej za te słowa tytułu honorowego ambasadora młodzieżowych igrzysk olimpijskich (sznurek).

Dochodzi do tego, że można powiedzieć, że związek dwóch chłopców jest normalny, ale powiedzenie, że związek chłopca z dziewczynką jest normalny to mowa nienawiści. Świat stoi na głowie.

Zastanawiam się, czy nie zaczynamy mieć do czynienia z nowym zjawiskiem, z heterofobią.

Panna Isinbajewa poparła też zakaz propagandy homoseksualizmu wśród nieletnich, mówiąc:

Popieram działania rządu. To nie byłoby w porządku dla naszego kraju, gdybyśmy pozwolili ludziom robić na ulicach te wszystkie dziwne rzeczy.

W wypowiedzi tej nie sprzeciwia się homoseksualizmowi, jak się to jej zarzuca, ale ekshibicjonizmowi - wyraźnie mówi o tym, co robi się na ulicy, a nie o tym, co robi się w sypialni. Niestety postępowcy słyszą to co chcą słyszeć. Gdyby panna Isinbajewa powiedziała, że jest przeciwna temu, by homoseksualiści mordowali heteroseksualistów, postępowcy zapewne też nazwaliby to brakiem tolerancji.

poniedziałek, 9 września 2013

Pająkom i Wizygotom wstęp wzbroniony

Firmy budowlane w Szwecji zaczęły sprzedaż nieruchomości w "strefach wolnych od muzułmanów", czyli w osiedlach, które będą zamknięte dla wyznawców islamu (czytanka). Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę - bardzo wielu rdzennych Szwedów ma już dość hałaśliwych i nietolerancyjnych sąsiadów, więc działki, jak nietrudno się domyślić, sprzedają się świetnie. Jak jeszcze mniej trudno się domyślić, środowiska postępowe protestują, dodatkowo nazywając pomysłodawców rasistami, oczywiście niesłusznie.

Szwedzka lewica nie zauważa jednak, że osiedla te powstają jako odpowiedź na powstawanie stref zamieszkałych wyłącznie przez muzułmanów, których jest w Szwecji, ale także w całej tej części Europy, która cieszy się popularnością wśród przybyszy z Bliskiego Wschodu, coraz więcej. Zapuszczający się do nich innowierca musi się liczyć z bardzo przykrymi konsekwencjami z poderżnięciem gardła włącznie. Te strefy jednak nie są ani rasistowskie, ani nietolerancyjne.

Przypomniało mi to informację sprzed kilku tygodni, kiedy we Francji pewien developer podstępem uzyskał podpis burmistrza gminy Sallèles d’Aude w regionie Langwedocja-Roussillon, na budowę osiedla tylko dla elgiebeciarzy. Sprawa bardzo szybko ucichła. Jestem pewien, że gdyby ktoś śmiał zaproponować takie osiedle tylko dla normalnych, protestom postępowców z całego świata nie byłoby końca, a kalifornijscy geje wylewaliby do kanałów wcześniej zakupione francuskie wina.

Do mojego własnego domu mam prawo nie wpuścić Murzyna, Cygana, menela, pedofila, rosomaka. Ktoś może sobie kręcić nosem i nazywać mnie gulofobem, ale nie może mnie do niczego zmusić. I takie samo prawo powinno bezdyskusyjnie przysługiwać deweloperom, wspólnocie sąsiadów, czy sklepikarzom. Miłośnicy muzułmanów mogą sobie budować domy gdzieś indziej, między "swoimi".

Znam właścicieli nieruchomości, którzy zabraniają mieszkańcom trzymania w ich blokach psów, a nawet dzieci. Nie słychać protestów RPD, ani kynoentuzjastów. Są ludzie, którzy chętnie zapłacą za mieszkanie w takim bloku, bo cenią sobie ciszę, spokój i czyste skwerki, a miłośnicy psów, czy rodziny z dziećmi szukają mieszkań gdzieś indziej. I nie ma z tym problemu. Nie pchają się na siłę tam, gdzie ich nie chcą.

Jest powiedzenie "dobry płot to dobrzy sąsiedzi". Jeśli człowiekowi narzuca się coś wbrew woli i siłą - tolerancję gejostwa, Murzynów, Arabów itd., to siłą rzeczy będzie do nich bardziej uprzedzony. To jest zarzewie wszelkich konfliktów. A jak człowiekowi da się spokój i pozwoli mu żyć zgodnie z jego własną wizją i własnym systemem wartości, to i on będzie szczęśliwy, a także ci geje, Murzyni i pozostałe mniejszości, które przestaną walczyć o jego akceptację.

Podsumować to można dialogiem żyda Gwidona Orefice z synem Jozue z włoskiego filmu "Życie jest piękne" Roberta Benigniego. Akcja filmu rozgrywa się w czasie drugiej wojny światowej. Jozue zauważa w witrynie sklepowej napis "Żydom i psom wstęp wzbroniony":

- Dlaczego żydzi i psy nie mogą wchodzić?
- Po prostu nie chcą, żeby żydzi tam wchodzili. Każdy robi to, na co ma ochotę.
[...]
- My wszystkich wpuszczamy do naszej księgarni...
- Nie, dzisiaj my też tak napiszemy. Czego nie lubisz?
- Pająków.
- A ja Wizygotów. Napiszemy "Pająkom i Wizygotom wstęp wzbroniony".

niedziela, 4 sierpnia 2013

Kotlet z nosorożca

Jakiś czas temu zarzuciłem wędkę: zapytałem o przykład przepisu prawnego, który dyskryminowałby homoseksualistów. Bardzo dobrze wiedziałem na co za rzucam. Oczywiście, mimo bardzo burzliwej wymiany zdań pod wcześniejszym wpisem, który sprowokował całą dyskusję, nie złapałem żadnego konkretu. To jest domena postępowców - zero tolerancji, zero wzrostu, zero konkretów.

Owszem, istnieje zapis, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, zatem można powiedzieć, że prawo to dyskryminuje, ale nie homoseksualistów. Dyskryminuje kobiety względem mężczyzn oraz mężczyzn względem kobiet, bo faktycznie mają oni tu różne prawa. Ale ustawa ta nie rozróżnia ze względu na orientację seksualną. I homoseksualista, i heteroseksualista mają dokładnie takie samo prawo do małżeństwa.

Jeden z komentarzy mówi o tym, że ustawa ta uniemożliwia niektórym zawarcie związku małżeńskiego z "wybranką/kiem serca". Tak. Ale nie tylko homoseksualistom. Również pedofilom, zoofilom, nekrofilom, dendrofilom, bigamistom i tak dalej. Jeśli nazwiemy to niesprawiedliwością, to musimy również uczynić "sprawiedliwość" innym zboczeniom.

Nie mamy na szczęście tego problemu, ponieważ państwowa instytucja małżeństwa (która sama w sobie jest tworem idiotycznym), nie ma nic wspólnego z miłością. Nikt nie sprawdza, czy faktycznie kocham swoją narzeczoną i czy jest ona wybranką mojego serca.

Wiara, że instytucja małżeństwa dyskryminuje homoseksualistów bierze się z elementarnego błędu w rozumowaniu - że prawo powinno traktować każdą jednostkę indywidualnie, uwzględniając jej partykularne interesy, potrzeby, ambicje, zachcianki. Tak nie jest. Prawo ma być jednakowe dla wszystkich. Proponuję zastanowić się nad takim przykładem:

Moją ulubioną potrawą jest duszona polędwica nosorożca. Mój sąsiad zaś uwielbia podwawelską. Niestety, prawo jest tak skonstruowane, że ja nie mogę delektować się moim przysmakiem, a mój sąsiad może pochłaniać kiełbasę kilogramami. Czy ja jestem dyskryminowany?

Według środowisk postępowych najwyraźniej tak. I to gorzej niż homoseksualiści, bo, w przeciwieństwie do nich, nawet nie mogę wyskoczyć sobie na wyżerkę do Holandii. Ale tak nie jest, bo prawo traktuje i mnie, i sąsiada w dokładnie ten sam sposób. On też nie ma prawa jeść nosorożyny, tak samo jak ja mam pełne prawo napaść się podwawelską. To, co który z nas lubi nie może mieć dla ślepej sprawiedliwości żadnego znaczenia. I nie ma.

piątek, 2 sierpnia 2013

Zakalec

W SZA, "kraju wszelkich swobód" powraca niewolnictwo. Na wolnym rynku każda transakcja stanowi dobrowolną umowę pomiędzy stronami. Rynek, na którym jedna ze stron pod groźbą więzienia jest zmuszona do uczestniczenia w transakcji, to rynek niewolniczy. A kto jest panem?

Gdybym poszedł do cukierni i poprosił o upieczenie murzynka na moje urodziny, a cukiernik odmówiłby mi (na przykład nie uznaje idei urodzin - woli imieniny, albo nawet bez podania żadnej przyczyny), wówczas ja machnąłbym ręką i poszedłbym do konkurenta, który nie miałby z tym problemu. Trzy osoby są zadowolone.

Tak samo cukiernik nie mógłby mnie zmusić do zakupu jego wypieków.

Mógłbym oczywiście zgłosić sprawę do lokalnej gazety, jeśli zależałoby mi na tym, by zobaczyć jak redaktorzy tarzają się po podłodze ze śmiechu. Mógłbym też próbować straszyć cukiernika sądem i zmusić go do upieczenia tego cholernego murzynka, ale w najlepszym razie wymusiłbym zakalec z polewą zawierającą płyny ustrojowe cukiernika.

Jeśli jednak jestem gejem, to sprawa ma się zupełnie inaczej. Wówczas jestem panem, a cukiernik jest moim niewolnikiem - ma robić to co ja mu każę. Bo ja, jako człowiek wolny mam prawo wyboru cukierni oraz wypieku, a on, jako wredny heteroseksualny kapitalista nie ma prawa wyboru klienta. Robię raban na cały świat, a cukiernika posyłam na rok do więzienia (sznurek)! I absolutnie nie mam nic przeciwko płynom ustrojowym w polewie!

wtorek, 30 lipca 2013

Prawdziwe oblicze tolerancji

Już niemal każdego dnia geje - transseksualiści kogoś demoralizują, nazwą faszystą, zmuszą do nauki seksu w przedszkolu, lub chociaż powydzierają gęby i potańczą z gołymi tyłkami na "paradach", które ich zdaniem powinny się odbywać w każdym mieście. Są jak zaraza: wlezą wszędzie, każdą dziurą, a jeśli ktoś im się postawi, wyzywają od faszystów i moherów. Nie możemy dalej udawać, że to tylko zagubiona młodzież i ich specyficzna forma wyrażania młodzieńczego buntu.

Sfotografujemy mordę za mordą. Opublikujemy dane. Wywiesimy plakaty w miastach, dzielnicach , na ulicach – wszędzie tam gdzie żyją. Tam ich powiesimy, aby każdy widział z imienia i nazwiska kto jest zboczeńcem. Będziemy na nich pluć, wsadzać do więzienia, gnębić w miejscu pracy. Niech czują się słabi, niech się boją. Wyśmiejemy ich, ich znajomych, ich bliskich. Udzielimy pomocy każdemu kto padnie ofiarą ich molestowania.

Wiem - to bulwersujące! To na granicy. Ale nie ma wyjścia, bo oni nie przestrzegają reguł, więc i my musimy być bezwzględni.


Jajogłowi typu Pawłowicz, Mikke, czy Cejrowski nie dadzą rady. Trzeba im pokazać ścieżkę, inaczej brudny, agresywny rozkład moralności weźmie całość naszego życia. A na to nie ma zgody, Trzeba zmierzyć się z problemem, nim nie będzie za późno!
(J. Pijemysz)

Powyższe to przykład mowy nienawiści i nietolerancji. Poniżej podaję przykład mowy miłości:

Już niemal każdego dnia faszyści - narodowcy coś lub kogoś podpalą, pobiją, zagrożą, lub chociaż powydzierają gęby i poprzerywają spotkaniach, które ich zdaniem nie powinny się odbywać. Są jak pluskwy: poukrywani, pochowani, ale jeśli dać im żer, wyłażą z tych swoich szpar i nagle jest ich pełno. Nie możemy dalej udawać, że to tylko trudna młodzież i ich specyficzna forma wyrażania młodzieńczego buntu.

Sfotografujemy mordę za mordą. Opublikujemy dane. Wywiesimy plakaty w miastach, dzielnicach , na ulicach – wszędzie tam gdzie żyją. Tam ich powiesimy, aby każdy widział z imienia i nazwiska kto jest faszystą. Będziemy na nich pluć, wsadzać do więzienia, gnębić w miejscu pracy. Niech czują się słabi, niech się boją. Wyśmiejemy ich, ich znajomych, ich bliskich. Udzielimy pomocy każdemu kto padnie ofiara ich przemocy.

Wiem - to bulwersujące! To na granicy. Ale nie ma wyjścia, bo oni nie przestrzegają reguł, więc i my musimy być bezwzględni.


Jajogłowi typu Tusk , Sienkiewicz, czy Michnik nie dadzą rady. Trzeba im pokazać ścieżkę, inaczej brudna, agresywna mowa weźmie całość naszego życia. A na to nie ma zgody, Trzeba zmierzyć się z problemem, nim nie będzie za późno!
(J. Palikot)

Bardzo podobne, ale proszę nie dać się nabrać! Pierwszy przykład to skrajnie agresywny atak na obywateli o odmiennej orientacji seksualnej. Przykład drugi to pełen wrażliwości i tolerancji wyraz zaniepokojenia pewnymi poglądami, które mogą ranić uczucia innych.

Najwyraźniej pan Palikot, któremu oklapł był słupek sondażowy, podpatrzył Mikkego, któremu popularność rośnie za każdym razem, gdy bez zbędnego owijania w bawełnę powie coś radykalnego. Różnica jest taka, że JKM nie udaje przy tym, że jest tolerancyjny.

piątek, 26 lipca 2013

Sikanie w majtki

Komentator podesłał mi kolejny pomysł postępowców, tym razem szwedzkich, podając jednocześnie w wątpliwość autentyczność tej informacji. Natknąłem się na tę wiadomość parę miesięcy temu i sprawdziłem ją. Z tego co pamiętam, informacja ta jest prawdziwa, ale dotyczy nie całej Szwecji, jak sugeruje tytuł polskiego artykułu, ale tylko siedziby samorządu lokalnego jednego z landów - w budynku miały zniknąć pisuary, a męscy radni mieli siusiać na siedząco.

Ale jeśli w trzystutysięcznym Södermanlandzie znalazł się idiota, który wpadł na taki pomysł, to prędzej czy później idiota taki znajdzie się i w pięciusetmilionowej Unii Europejskiej.

Jak w ogóle egzekwować ten przepis? Założyć monitoring w kabinie, by kontrolować, czy jakiś buntownik nie siusia na stojąco do sedesu? A może po prostu sufit w kabinie instalować na wysokości półtora metra?
Pomysłodawcą tego projektu musiała być kobieta, bo wykazała się całkowitą nieznajomością problemu od strony mężczyzny. Tu nawet nie chodzi o jego wygodę. Otóż mężczyzna, nawet najbardziej tolerancyjny i postępowy, miewa problemy z całkowitym opróżnieniem pęcherza w pozycji siedzącej. Zatem, by zachować równość należałoby nakazać także kobietom wstrzymywanie podczas siusiania ostatnich kilku kropli i uwalnianie ich dopiero po wstaniu z sedesu i naciągnięciu majtek. Skoro my mamy chodzić z plamą na bokserkach, to i paniom nie powinno być zbyt sucho, prawda? Równość to równość.

Co ja mówię! W ogóle zrezygnujmy z toalet i sikajmy tylko w majtki, żeby nie dyskryminować niemowląt.

Przede wszystkim mamy tu do czynienia z elementarnym błędem w toku myślowym. To, że panowie siusiają na stojąco, a panie nie, nie wynika wszak z tego, że prawo kobietom zabrania. Wynika z anatomii ciała człowieka. Ten pomysł to po prostu zakazywanie komuś robienia czegoś tylko dlatego, że ktoś inny nie posiada do tego zdolności.

Mój sąsiad nie potrafi położyć kafelków, zatem i mnie powinno się tego zabronić, oraz oczywiście wszystkimi innym, w szczególności kafelkarzom. Nie każdy potrafi śpiewać - zamiast cieszyć się głosem tych, którzy potrafią, lepiej zakazać wszystkim, by nie dyskryminować tych którym słoń nadepnął na ucho. Należy też wszystkim powydłubywać oczy, by nie ranić uczuć ślepców. To tylko kilka oczywistych konsekwencji tego rozumowania, które jest najprostrzą drogą, by cofnąć nas do epoki kamienia, albo i wcześniej, bo nie każdy ma zdolności kamieniarskie.

Ale też to jest filozofia postępowców. Nasza cywilizacja rozwinęła się dlatego, bo wykorzystywaliśmy to, co w każdym najlepsze. Genialny matematyk, wspłpracując z genialnym architektem i genialnym inżynierem budowali akwedukty, mosty i drapacze chmur. Cywilizacja jest iloczynem naszych najlepszych cech i umiejętności. U postępowców odwrotnie - równają wszystkich w dół. "Cywilizacja" postępowców to suma najgorszych cech, a ci ponadprzeciętni, zdolni i ambitni to faszyści, szowiniści i nietolerancyjni, których należy "sfotografować morda za mordą i gnębić".

Pocieszeniem jest to, że ta idealna cywilizacja postępowców nie przetrwa jednego pokolenia. Wszak skoro mężczyzna nie może siusiać na stojąco, by nie ranić uczuć kobiety, to zbrodnią przeciwko równości byłoby pozwolenie kobiecie na urodzenie dziecka.

środa, 24 lipca 2013

Postępowa drużyna żeńska

W Kalifornii planowane jest wprowadzenie nowego prawa, które ma umożliwić nastolatkom z problemem identyfikacji płciowej korzystanie z łazienek i przebieralni, a także członkostwo w drużynach sportowych przeznaczonych dla płci przeciwnej.

Łazienki i przebieralnie, a zwłaszcza te drugie, to wspaniałe pole do nadużyć. Umożliwienie chłopcom uczestniczenia we wspólnym prysznicu z dwudziestoma nagimi nastolatkami to ukłon prawny nie tylko w stronę transwestytów, ale też każdego młodzieńca, głównie zaś tych seksualnie wyważonych. Konsekwencją wprowadzenia tego prawa byłoby to, że wkrótce okazałoby się, że większość chłopców to dziewczęta uwięzione w męskim ciele, a większość dziewcząt nie kąpie się po lekcji WFu. Albo, co biorąc pod uwagę mentalność dominującą wśród dzisiejszej młodzieży, czas ten zostałby wykorzystany na orgie młodocianych, co zapewne ucieszy postępowców. Nastolatki powinny mieć przecież zapewnione miejsce i czas na eksplorowanie swojej seksualności.

Powyższy mechanizm to tylko zdjęcie barier cywilizacyjnych dla naturalnych instynktów. Do dużo bardziej interesujących wniosków można dojść tam, gdzie dodatkową motywacją są pieniądze, jak to ma miejsce w przypadku szkolnych drużyn sportowych.

W SZA szkolne ligi sportowe, nawet szkół średnich, skupiają bardzo wiele uwagi. Ludzie obstawiają na nie duże pieniądze, dobre wyniki są ogromną szansą na lepsze studia i karierę. Drużyny naprawdę mają się o co bić. W chwili, gdy tylko umożliwi się uczestnictwo chłopców w drużynach dziewczęcych, z dnia na dzień wszystkie dziewczęta zostaną zastąpione "transwestytami" (czyli normalnymi chłopakami udającymi "ciepłych" na potrzebę sytuacji). Kropka. Bo oni będą szybsi i silniejsi od dziewcząt. A każdy konserwatywny trener, który na to nie pójdzie, straci pracę. Nie za to, że nie jest postępowy - za to, że jego żeńska drużyna żeńska natychmiast spadnie na sam koniec rankingu, nie mogąc konkurować z męskimi drużynami żeńskimi.

Zaniknie całkowicie podział na drużyny żeńskie i męskie. Szkoły będą miały po dwie męskie drużyny, które tylko formalnie będą grały w dwóch różnych ligach, transwestyckiej i nie-transwestyckiej. Jakoś strasznie mnie to nie martwi samo w sobie, bo dziewczęta mają o wiele więcej innych aktywności, w których mogą się realizować dużo lepiej od mężczyzn niż w sporcie. Ale jednak martwi mnie to, że będzie dużo głupiej, a ludzie normalni będą zmuszeni do udawania, że wszystko jest w porządku.

Pamiętajmy, że nie wszyscy postępowcy są skończonymi idiotami. Część z nich doskonale sobie zdaje sprawę z tego i już widzi ciąg dalszy, czyli bohaterską walkę z tym problemem. Po pierwsze będzie to wprowadzenie parytetów w drużynach żeńskich - przynajmniej połowa składu drużyny żeńskiej będą musiały stanowić dziewczęta. Oczywiście na początku będą one tylko grzały ławki, dopóki nie wprowadzi się kolejnego parytetu: 30 procent osób uczestniczących w dowolnym momencie w grze w drużynie żeńskiej to będą musiały być dziewczęta.

Niedługo potem ktoś wpadnie na pomysł, że przecież znowu wróciliśmy do tego, że transwestyta jednak jest traktowany jako mężczyzna w drużynie żeńskiej, a przecież nie powinien. I tak dalej, i tak dalej. Jak widać jest to problem, który będzie trwał w nieskończoność, więc jest niekończącą się możliwością do wykazywania się bohaterską walką. Genialne.

Genialne ze strony postępowców-złodziei. Ze strony postępowców-pożytecznych idiotów tylko demaskuje całkowity brak wyobraźni.

Niestety przeciętny wyborca postępowej lewicy widzi tylko, że fajnie byłoby ułatwić życie biednym transiom. Nie widzi żadnych konsekwencji. To jest jak gra w szachy z kimś, kto widzi tylko sytuację na szachownicy teraz, a nie jest w stanie zobaczyć nawet na dwa ruchy naprzód. Triumfalnie szachuje hetmanem, nie widząc tego, że postawił go właśnie na polu kontrolowanym przez trzy figury oponenta.

Ktoś uczciwy (bo wielu postępowców jest uczciwych, ale naiwnych) kto ma dość wyobraźni, by zobaczyć te konsekwencje, albo chociażby tylko ich część, natychmiast przejrzy jak głupi jest to plan, podobnie jak wszystkie inne tego typu pomysły. Ale wtedy też natychmiast musiałby przestać być zwolennikiem postępu. Niestety wyobraźnia jest domeną tylko ludzi wolnych.