Ja oczywiście nie miałbym nic przeciwko temu. Język polski daje taką możliwość, jest językiem żywym, więc czemu nie? Ale wówczas, kiedy te słowa przyjmą się w sposób naturalny. Język powinien rozwijać się sam z siebie, a nie dlatego, że ktoś narzuca zasadę, że od dziś mówimy inaczej niż mówiliśmy wczoraj. Język żywy jest żywym dlatego, że sam ewoluuje i to jest w nim piękne.
Próba narzucania "poprawnego" języka jest pewnego rodzaju faszyzmem, a z drugiej strony tworzy absurdalne sytuacje. Na przykład, jeśli biały powie w USA, w prywatnej rozmowie, słowo "nigger" (Murzyn, z łac. "niger" - czarny), to ludzie łapią się za głowy i wywalają gały, jakby kogoś gwałcił (jeśli powiedział to w pracy, to może się zacząć pakować), natomiast niejaki Chris Rock, Murzyn, może sobie spokojnie ze sceny w teatrze szafować tym słowem, a setki innych Murzynów rechoczą przy tym rozanielone. Najśmieszniejsze w tym jest to, że jest to wynik walki o równość!
W artykule pada stwierdzenie, że pani Dryjańska opowiada się za tym, by każdy zawód miał swoją żeńską formę. Ale przecież te zawody, które są przytaczane w artykule mają swoje żeńskie formy. Wystarczy je sobie odmienić przez przypadki, a zobaczymy, że "minister Boni" i "minister Mucha" to dwie różne formy. Brzmią tak samo w mianowniku, ale jeśli będziemy się z nimi witać, to przywitamy się z minister Muchą i z ministrem Boni. Możemy podać rękę profesorowi Bralczykowi, albo, mniej chętnie, profesor Senyszyn.
Te nazwy w doniesieniu do kobiet mają formę żeńską. Tak samo, jak imię Beatrycze, które się odmienia podobnie, a mimo to jest jednym z piękniejszych imion żeńskich.
Co znamienne, podobnie też odmienia się wywalczona przez FEMINISTKI "bizneswoman"!
Proszę zwrócić uwagę, że jest też wiele profesji, których nazwy w formie męskiej, nie tylko brzmią, jakby były rodzaju żeńskiego w mianowniku, ale w dodatku odmieniają się przez przypadki tak, jakby były rzeczownikami żeńskimi. Co ma powiedzieć pediatra, szachista, ortopeda, czy gitarzysta? Dlaczego żaden z nich nie walczy, by być nazywanym "pediatrem" (w mianowniku "pediater"?), "szachistem" itd.? Prawdopodobnie dlatego, że maja trochę więcej oleju w głowie niż feministki.
Najlepsze jednak świadectwo o pomysłodawcach takich zmian kryje się w tytule przytaczanego artykułu:
Radykalne środowiska kobiece domagają się żeńskich końcówek. Ich brak oznacza dla nich brak prestiżu.
To są ludzie (ludzinki?), dla których prestiż jest w nazwie, a nie w czynach. Dla nich "menadżer" to człowiek o znacznie wyższym prestiżu niż ten sam człowiek nazwany kierownikiem. A dla mnie liczy się, czy dobrze zarządza powierzonym mu działem.
Feministki twierdzą, że "pani chirurg" brzmi mniej poważnie niż "pan chirurg" i proponują słowo "chirurżka". Dla mnie właśnie "chirurżka" brzmi niepoważnie. Jak zdrobnienie. Jak ktoś, kto pomaga chirurgowi, albo przyszły chirurg na stażu. Albo bułka, którą chirurg je na drugie śniadanie, tak jak murarz je murarkę.
Co więcej, ja uważam, że zostanie tą chirurg jest większym wyczynem niż zostanie tym chirurgiem, bo jest to zawód wymagający sporej wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Mężczyzn na ogół mniej wzrusza widok ludzkich wnętrzności, czy kilka-, kilkanaście godzin nieprzerwanej pracy w pełnym skupieniu. Za to stwierdzenie zostałbym zapewne przez panią Dryjańską nazwany szowinistyczną świnią.
Jest jeszcze jedna konsekwencja wprowadzenia formy nazw proponowanej przez panią Dryjańską, której nie dostrzega. Dzisiaj, w wyniku tego, że poszczególne przypadki żeńskiej formy na przykład słowa "doktor" brzmią jednakowo, dla ich rozróżnienia pomagamy sobie rzeczownikiem "pani". To jest "pani doktor", rozmawiamy z "panią doktor". Do Pawła Lubicza zwrócimy się: "doktorze", ale do kobiety: "pani doktor". Dzisiaj kobiety uprawiające zawody o spornych nazwach są PANIAMI. Feministki nie chcą by były paniami, tylko inżynierkami, premierkami, tokarkami. Myślę, że obecne nazwy brzmią dostojniej i nie chciałbym, żeby to się zmieniło. Wolę być leczonym przez panią doktor, niż przez "doktorkę".
Jeśli chwilę się zastanowić, to szybko okazuje się, że proponowane zmiany ani nie prowadza do niczego rozsądnego, ani z niczego rozsądnego się nie biorą. Więc skąd? Z kompleksu? Poczucia niższości? Normalna kobieta nie czuje się gorsza od mężczyzny. To feministki ciągle czują się gorsze, i chcą, żeby inne kobiety uwierzyły, że są gorsze, bo to jest wiatr w ich żagle.
Drogie Panie, jesteście najwspanialsze na świecie. Niezależnie od sposobu, w jaki odmieniają się Wasze imiona, zawody, czy stanowiska.
Ja w przeciwieństwie do feministek nie mam najmniejszego problemu z akceptacją mojej płci, roli w społeczeństwie, czy z językiem polskim, najpiękniejszym na świecie. I mam nadzieję, że nikt nie będzie w moim imieniu walczył o to, by nazywano mnie MĘŻCZYZNEM.
