Pokazywanie postów oznaczonych etykietą menel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą menel. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 kwietnia 2011

Godzą się na wszystko, by nie wyjść na niemiłych

Jakiś czas temu byłem świadkiem następującej sytuacji.

Na jednym ze stołecznych przystanków autobusowych stała sobie dwójka rodziców z może dwuletnim dzieckiem. Chwiejnym krokiem na tenże przystanek wtoczył się brudny i śmierdzący menel. Jakże się ucieszył na widok dzieciaka. Zaczął robić miny, bełkotać coś rozkosznie. Kulturalnie do wyraźnie niezbyt zadowolonych rodziców pochwalił dziecko, zapytał o imię. Tatuś z zakłopotaną miną odpowiedział.

Menel zaczął śmielej zagadywać wystraszone dziecko, przywitał się podając dłoń świeżo wyjętą z zaszczanej kieszeni. Pogłaskał je po główce, podniósł i pocałował w buzię.

Przyjechał autobus, rodzice nieśmiało się pożegnali, menel poszedł w swoją stronę. Gdy wsiadali, na twarzy mamy zobaczyłem lodowate, strofujące spojrzenie na męża, oraz jego czerwoną twarz. W obojgu się gotowało. Oboje milczeli.

Tatuś (nie mylić z Ojcem) został po prostu wychowany w duchu poprawności politycznej. I dla niego, ważniejsze niż zdrowie dziecka, czy spokój żony i swój jest to, by przypadkiem nie urazić bliźniego. Bał się mu powiedzieć "Proszę nie dotykać mojego syna". Nawet nie dlatego, żeby coś mu groziło ze strony menela, który ważył może z sześćdziesiąt kilo i ledwie trzymał się na nogach. Ale dlatego, że to nie wypada. Że ludzie patrzyli. Oczywiście udział w tym miała zapewne i kastracja ideologiczna, której dokonano na nim w państwowej szkole. Ale główną przyczyną był raczej wszechobecny terror poprawności politycznej i "coludziepowiedzizm".

Tatuś już w czasie zdarzenia wiedział (twarz jego zdradzała to nad wyraz dobitnie), że w domu czeka go awantura. Bardzo też był niezadowolony, że dziecko zostało naznaczone brudnym, jabolowym pocałunkiem. Ale był sparaliżowany. Godził się na to wszystko, byleby menel nie wyrobił sobie o nim niepochlebnej opinii. Mimo, że widział go pierwszy i ostatni raz w życiu.

Gdyby menel zaczął mu się dobierać do żony, zapewne skoczyłby do apteki po płyn nawilżający.

Inna sprawa, że obecnie, za sprawą polityki "wszystkie dzieci są nasze", menel do ich synka ma równe prawa, jak oni sami. Trochę mniej obowiązków i odpowiedzialności, ale prawa takie same.