Sąd norweski debatujący w sprawie Andrzeja Breivika obecnie stara się ustalić, czy jest on poczytalny. Jest to oczywista pomyłka. Nie jego poczytalność, bądź jej brak - pomyłką jest ta debata.
Ktoś, jakiś czas temu wpadł na pomysł, że niepoczytalność sprawcy ma być traktowana jako "okoliczność łagodząca". Niestety nikt nie wpadł na pomysł, by sprawdzić, czy pomysłodawca takiego zapisu jest poczytalny. Bo wariat, który morduje ludzi jest na dłuższą metę dużo mniej groźny, niż wariat, który ustanawia prawo.
Oczywiście niepoczytalność może stanowić okoliczność łagodzącą, ale tylko wówczas, gdy jest spowodowana czynnikami niezależnymi od sprawcy. Gdyby na przykład wykazano, że Andrzej Breivik był niepoczytalny w chwili dokonania zamachu, bo został podstępnie otruty przez kogoś jakimiś środkami odurzającymi, to dopuszczałbym nawet całkowite jego uniewinnienie. Tu faktycznie psychologowie i śledczy mieliby coś do roboty, by ustalić w jakim stopniu sprawca był niepoczytalny oraz udział truciciela w odpowiedzialności za zamach.
Prokuratura jednak stara się wykazać, że Andrzej Breivik jest niepoczytalny z natury. Coś takiego nie może być traktowane jako okoliczność łagodząca. Sądzimy wszak człowieka. Każdy człowiek jest inny i każdy z nas musi potrafić nad sobą panować - to odróżnia nas od zwierząt. Nie istnieje wyraźna granica między normalnym a szaleńcem. Poczytalność jest kategorią tak samo subiektywną, jak uroda. Sąd nie może inaczej karać wariatów, a inaczej zdrowych, tak samo, jak nie może inaczej karać pięknych i brzydkich.
Podstawową zasadą sprawiedliwości jest to, że jest ślepa. Jeśli różni ludzie podlegają różnym prawom, oznacza to, że pani Temida podgląda. I to już nie jest sprawiedliwość.
Człowiek jest kompletną jednostką, tymczasem tutaj próbuje się człowieka rozczłonować. "Zabiło twoje alter ego, a nie ty, więc nie możemy cię ukarać." To tak jak powiedzieć "Kowalski jest niewinny, bo to nie on, tylko jego ręka trzymała siekierę, która porąbała jego żonę i dzieci." Adekwatną karą byłoby puszczenie kowalskiego wolno po uprzednim obcięciu tej wrednej ręki, względnie leczeniu jej lub zakazaniu opuszczania kieszeni.
Rozsądnego człowieka nie interesuje, czy morderca zabił, bo chciał, czy dlatego, że głosy w jego głowie mu nakazały, czy dlatego, że podświadomie mścił się za to, że w dzieciństwie był gwałcony przez ojca. Bo to jest jego problem, a nie ofiary, czy sądu. Jeśli zabił to znaczy że jest niebezpieczny i już - źródło jego niebezpieczeństwa nie ma znaczenia. Zresztą niepoczytalny zabójca jest dużo groźniejszy od zdrowego.
Jeżeli sąd stosuje łagodniejszą karę dla wariata, dla kogoś z patologicznej rodziny, dla kogoś, kogo wychowała ulica - to znaczy że faworyzuje pewne grupy ludzi. Co jest gorsze, to właśnie to, że faworyzuje wariatów, ludzi z patologicznych domów itp. Czy chcemy żyć w świecie, w którym menelstwo i debile mają większe prawa?
Bo jeśli tak, to każdy kochający ojciec powinien gwałcić i bić swoje pociechy butelką - będą miały łatwiej w życiu i będzie się im pozwalać na więcej.
Dodatkowo z takiego podejścia wynika pewien bardzo zły przekaz. Skoro bowiem nie jestem odpowiedzialny za swoje szaleństwo, manię, czy usposobienie, to znaczy, że są one ode mnie całkowicie niezależne. Jakiekolwiek próby przeciwstawiania się im, czy też zapanowania nad nimi są bezcelowe. Muszę zaakceptować to, że gwałcę, grabię i morduję, bo nie mam na to żadnego wpływu. Mam się tym przestać przejmować, bo to nie jest moje zmartwienie.
Posłowie: Oczywiście sam wolałbym spędzić 21 lat w norweskim więzieniu grając w hokeja z wynajętymi przez podatników "przyjaciółmi", niż być faszerowanym środkami psychotropowymi. Ale to jest zupełnie inna patologia. A korygowanie jednej patologii drugą, niezależnie od rezultatów, jest metodą naganną pod każdym względem.
Kontynuacja tematu