piątek, 2 marca 2012

Męski, szowinistyczny świń

Pani Anna Dryjańska wypowiedziała się dla Rzeczypospolitej na temat żeńskich końcówek w nazwach zawodów. Domaga się wprowadzenia do języka polskiego takich nazw zawodów jak "chirurżka", "szoferka", czy "szambonurkini".

Ja oczywiście nie miałbym nic przeciwko temu. Język polski daje taką możliwość, jest językiem żywym, więc czemu nie? Ale wówczas, kiedy te słowa przyjmą się w sposób naturalny. Język powinien rozwijać się sam z siebie, a nie dlatego, że ktoś narzuca zasadę, że od dziś mówimy inaczej niż mówiliśmy wczoraj. Język żywy jest żywym dlatego, że sam ewoluuje i to jest w nim piękne.

Próba narzucania "poprawnego" języka jest pewnego rodzaju faszyzmem, a z drugiej strony tworzy absurdalne sytuacje. Na przykład, jeśli biały powie w USA, w prywatnej rozmowie, słowo "nigger" (Murzyn, z łac. "niger" - czarny), to ludzie łapią się za głowy i wywalają gały, jakby kogoś gwałcił (jeśli powiedział to w pracy, to może się zacząć pakować), natomiast niejaki Chris Rock, Murzyn, może sobie spokojnie ze sceny w teatrze szafować tym słowem, a setki innych Murzynów rechoczą przy tym rozanielone. Najśmieszniejsze w tym jest to, że jest to wynik walki o równość!

W artykule pada stwierdzenie, że pani Dryjańska opowiada się za tym, by każdy zawód miał swoją żeńską formę. Ale przecież te zawody, które są przytaczane w artykule mają swoje żeńskie formy. Wystarczy je sobie odmienić przez przypadki, a zobaczymy, że "minister Boni" i "minister Mucha" to dwie różne formy. Brzmią tak samo w mianowniku, ale jeśli będziemy się z nimi witać, to przywitamy się z minister Muchą i z ministrem Boni. Możemy podać rękę profesorowi Bralczykowi, albo, mniej chętnie, profesor Senyszyn.

Te nazwy w doniesieniu do kobiet mają formę żeńską. Tak samo, jak imię Beatrycze, które się odmienia podobnie, a mimo to jest jednym z piękniejszych imion żeńskich.

Co znamienne, podobnie też odmienia się wywalczona przez FEMINISTKI "bizneswoman"!

Proszę zwrócić uwagę, że jest też wiele profesji, których nazwy w formie męskiej, nie tylko brzmią, jakby były rodzaju żeńskiego w mianowniku, ale w dodatku odmieniają się przez przypadki tak, jakby były rzeczownikami żeńskimi. Co ma powiedzieć pediatra, szachista, ortopeda, czy gitarzysta? Dlaczego żaden z nich nie walczy, by być nazywanym "pediatrem" (w mianowniku "pediater"?), "szachistem" itd.? Prawdopodobnie dlatego, że maja trochę więcej oleju w głowie niż feministki.

Najlepsze jednak świadectwo o pomysłodawcach takich zmian kryje się w tytule przytaczanego artykułu:

Radykalne środowiska kobiece domagają się żeńskich końcówek. Ich brak oznacza dla nich brak prestiżu.

To są ludzie (ludzinki?), dla których prestiż jest w nazwie, a nie w czynach. Dla nich "menadżer" to człowiek o znacznie wyższym prestiżu niż ten sam człowiek nazwany kierownikiem. A dla mnie liczy się, czy dobrze zarządza powierzonym mu działem.

Feministki twierdzą, że "pani chirurg" brzmi mniej poważnie niż "pan chirurg" i proponują słowo "chirurżka". Dla mnie właśnie "chirurżka" brzmi niepoważnie. Jak zdrobnienie. Jak ktoś, kto pomaga chirurgowi, albo przyszły chirurg na stażu. Albo bułka, którą chirurg je na drugie śniadanie, tak jak murarz je murarkę.

Co więcej, ja uważam, że zostanie tą chirurg jest większym wyczynem niż zostanie tym chirurgiem, bo jest to zawód wymagający sporej wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Mężczyzn na ogół mniej wzrusza widok ludzkich wnętrzności, czy kilka-, kilkanaście godzin nieprzerwanej pracy w pełnym skupieniu. Za to stwierdzenie zostałbym zapewne przez panią Dryjańską nazwany szowinistyczną świnią.

Jest jeszcze jedna konsekwencja wprowadzenia formy nazw proponowanej przez panią Dryjańską, której nie dostrzega. Dzisiaj, w wyniku tego, że poszczególne przypadki żeńskiej formy na przykład słowa "doktor" brzmią jednakowo, dla ich rozróżnienia pomagamy sobie rzeczownikiem "pani". To jest "pani doktor", rozmawiamy z "panią doktor". Do Pawła Lubicza zwrócimy się: "doktorze", ale do kobiety: "pani doktor". Dzisiaj kobiety uprawiające zawody o spornych nazwach są PANIAMI. Feministki nie chcą by były paniami, tylko inżynierkami, premierkami, tokarkami. Myślę, że obecne nazwy brzmią dostojniej i nie chciałbym, żeby to się zmieniło. Wolę być leczonym przez panią doktor, niż przez "doktorkę".


Jeśli chwilę się zastanowić, to szybko okazuje się, że proponowane zmiany ani nie prowadza do niczego rozsądnego, ani z niczego rozsądnego się nie biorą. Więc skąd? Z kompleksu? Poczucia niższości? Normalna kobieta nie czuje się gorsza od mężczyzny. To feministki ciągle czują się gorsze, i chcą, żeby inne kobiety uwierzyły, że są gorsze, bo to jest wiatr w ich żagle.

Drogie Panie, jesteście najwspanialsze na świecie. Niezależnie od sposobu, w jaki odmieniają się Wasze imiona, zawody, czy stanowiska.

Ja w przeciwieństwie do feministek nie mam najmniejszego problemu z akceptacją mojej płci, roli w społeczeństwie, czy z językiem polskim, najpiękniejszym na świecie. I mam nadzieję, że nikt nie będzie w moim imieniu walczył o to, by nazywano mnie MĘŻCZYZNEM.

33 komentarze:

  1. Problem trzeba zaatakować również 'z drugiej strony', osoby proponujące 'żeńskie formy' dla 'pani doktor', wymyślające dziwadełka postaci 'tokarki' trzeba koniecznie pytać, jak brzmi męska forma słowa (przepraszam cenzurę i inne automaty) 'ku__a'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pedał.

      Usuń
    2. Mnie się wydaje, że raczej "kurw".
      Na przykład takie zdanie:
      Ten pan nazwa tamtego pana tanim kurwem.

      Usuń
    3. żigolak

      Usuń
    4. Po hiszpańsku jest 'el puto' dla mężczyzny i 'la puta' dla kobiety.

      Usuń
  2. Hej, szoferkę już mamy, to możemy mieć doktorkę. Przecież pan, czy pani doktor muszą mieć swój gabinet lekarski (nazwa zbyt długa).
    Co do "poprawności politycznej" niektórzy Amerykanie, kiedy podróżują do Europy mają problem — jak nazywać jej czarnych mieszkańców, żeby broń Boże, nikogo nie urazić. Bo przcież nie są to African Americans.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szoferka to jest miejsce pracy szofera - w takim razie doktorka ... :D

      Usuń
    2. jak spotkasz na ulicy czarnego jegomościa, to bez obaw możesz go nazwać murzynem, bo w końcu nim jest - tak samo jak ja jestem białym..

      Usuń
  3. afroeuropejczycy? Póki co nie żyję w szwecji i mogę mieć w d... politpoprawność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta jeszcze dojdzie do tego, że niektórzy Amerykanie podróżując do Afryki będą w imię poprawności politycznej nazywać tamtejszych murzynów afroafrykańczykami :P

      Usuń
  4. Mamy też tirówki, no nie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli co, zamiast "pani marszałek Kopacz" powinno się mówić "marszałka Koparka"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cos jak ministra Mucha

      Usuń
  6. W wielu językach forma żeńska praktycznie nie istnieje i nikt z tego powodu nie robi problemów( np. angielski), w niemieckim dziewczyna ma rodzajnik das( to) i też nikt nie robi problemów( choć pewnie niemiecki feministki się tym zajmą). Mnie osobiście jako kobietę drażni nawet psycholożka, mimo że jakoś się przyjęło, przecież pani psycholog, pani minister itd, to świetne rozwiązanie jak ktoś już chce koniecznie podkreślać płeć. Świetnie się czuję jako np. kierowca( jaka niby miałaby być żeńska forma? "kierownica";). Całkowicie zgadzam się z artykułem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko w niemieckim jest "das Madchen". W polskim istnieje bardzo ładna forma "to dziewczę", ale już prawie całkowicie została wyparte przez bardziej poprawną, paskudnie i sztucznie brzmiącą formę "ta dziewczyna".

      Dla mnie słowo "dziewczę", brzmi dużo bardziej dziewczęco, niż "dziewczyna" i mam nadzieję, że kiedyś powróci do dawnej popularności.

      SM

      Usuń
    2. heh :) kiierowczyni :)

      Usuń
    3. nie macie racji kierowca zostanie forma żeńską a kobiety beda sie domagały abyśmy na siebie mówili KIEROWIEC

      Usuń
    4. akurat w Niemczech to masz formę żeńską dla praktycznie każdego zawodu. Ot, wielu niemieckich publicystów czy profesorów w ramach żartu z tej okazji podkreśla słowo "Kanzlerin" :P

      Usuń
    5. zgadzam się zarówno z artykułem jak z komentarzem, nie lubię feministek i nie podoba mi się co one robią.
      jestem kobietą i bardzo się cieszę, że mężczyzna przepuszcza mnie w drzwiach czy pomaga mi nosić ciężkie torby. jak tak dalej pójdzie, będziemy kręciły i wylewały beton na budowie. :|

      Usuń
  7. jak już coś to nie szowinistyczną świnią, tylko chyba szowinistycznym świniem (albo jakby powiedziała pewnie jakas zoolożka/biolożka/rolniczka knurem)? Jeszcze trochę, a w ramach walki o równouprawnienie feministki zaczną zmuszać mężczyzn do rodzenia dzieci, i wtedy się zacznie cyrk

    OdpowiedzUsuń
  8. skończe czytać artykuł jak zmienicie tło strony... moje oczy krwawią...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To sobie zaznacz tekst i skopiuj do notatnika.
      Możesz też zmniejszyć jasność monitora.

      Usuń
  9. Miałem przyjemność poznać pana będącego afroamerykaninem i mogę naświetlić trochę sprawę "niggera". Mianowicie chodzi o jakiś podtekst kulturowy, wywodzący się jeszcze z czasów sprzed wojny secesyjnej. Biali zarządcy niewolników tak mówili do czarnoskórych niewolników. Stąd to słowo jest odbierane przez nich negatywnie w ustach białego człowieka. Natomiast w ustach czarnego oznacza to mniej więcej tyle co "brata w niewoli".
    Mam nadzieję, że dość jasno ^^.

    Pozdrawiam,
    V

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigger pochodzi z łaciny (troche zangielszczone) i znaczy czarny.

      Usuń
    2. W przypadku, gdy czarny zwraca się do czarnego, słowo to ma pozytywne zabarwienie - brat, kumpel, ziomek (nigga). Natomiast z ust białego człowieka zdaje się to być odbierane negatywnie i pogardliwie, jako czarnuch. Zwrot białego do czarnego - "nigger" można porównać do zwrotu czarnego do białego - "honkey", czy też w kierunku azjaty - "chink".

      Usuń
  10. A jak powiemy na kobietę która jest adiunktem? Albo kobieta stolarz? Elektryk, hydraulik, ... Wiele z tych słów jest trudne do wymówienia albo brzmi śmiesznie. Myślę że nikt normalny nie bierze tego na poważnie; niepokoi mnie jedynie to że np. w Trójce jest propagowany taki styl (pamiętam że jedna z prowadzących nieustannie używa "psycholożka").

    OdpowiedzUsuń
  11. "Ta kierownica bardzo dobrze jeździ." <-- fajnie brzmi, ale wynika ze zdania że jeździ samodzielnie bez udziału człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Feministki to idiotki a z idiotką się nie dogadasz. Proste.

    OdpowiedzUsuń
  13. "Za to stwierdzenie zostałbym zapewne przez panią Dryjańską nazwany szowinistyczną świnią."

    ŚwiniEM!

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystko prawda, tylko w akapicie o predyspozycjach do zawodu chirurga wkradły Ci się głupotki. Pewnie zaobserwowałeś że kobiet-chirurgów jest jakoś mniej i nie wiedząc czemu tak jest, wyciągnąłeś wnioski typu, że kobiety nie umieją pracować kilkanaście godzin w pełnym skupieniu. Bzdura. Lekarz o szczegółowej specjalizacji, to jeden z tych zawodów które wymagają lat, naprawdę lat studiów, praktyk, dokształcania się. Podobnie z naukowcami, architektami... Mało w nich kobiet, bo wiele z nich przerywa kształcenie w wieku ok 25 lat - goni je zegar biologiczny. Muszą podjąć wybór, kariera czy macierzyństwo - a to w pierwszej fazie zawód na 3 etaty. Tata jak pracuje jako tata chociaż jeden etat to już jest okrzyknięty bohaterem. Facetom łatwiej dociągnąć do takiego chirurga, gdyż wyboru "dzieci czy kariera" podejmować nie muszą. Nie wynika to stąd że "na ogół" więcej kobiet rusza widok wnętrzności - chyba że masz jakieś konkretne dane na ten temat, oświeć mnie wówczas.

    OdpowiedzUsuń