Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wałęsa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wałęsa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Piramidalne bzdury

Z radością napisałbym coś o instalacjach elektrycznych na okrętach, ale niestety absolutnie się na tym nie znam. Od biedy mógłbym zaprojektować i wykonać instalację elektryczną we własnym domu - jak coś podłączę niewłaściwie, to zepsuję swoje sprzęty - ale wypowiadając się na temat elektryki statków zrobiłbym tylko z siebie kretyna.

Dokładnie takiego samego kretyna, jakiego robi z siebie elektryk okrętowy, który wypowiada się na temat kapitalizmu oraz obowiązkach przedsiębiorców w sektorze prywatnym. Zwłaszcza w sytuacji gdy nigdy do tego sektora nie należał ani jako pracodawca, ani nawet jako pracobiorca.

Pan Lech Wałęsa, na antenie radia Tok FM wypowiedział się na temat przedsiębiorców:

Trzeba wymusić: kapitaliści, jesteście odpowiedzialni za bezrobocie, jesteście odpowiedzialni za pracę. Jeśli nie macie pracy, budujcie piramidy. Robota musi być, ludzie muszą zarabiać i muszą być traktowani porządnie.

Długo nie wiedziałem jak to skomentować. Pardon - wiedziałem, ale w mojej głowie zrobiło się bardzo tłoczno, a komentarze w niej zrodzone zaczęły się przepychać jak klienci supermarketu w dniu świątecznej wyprzedaży, wykrzykując "Ja! Ja! Mnie wybierz!". I wcale im się nie dziwię.

Kapitaliści nie są odpowiedzialni za bezrobocie. Znaczy są, ale w takim znaczeniu, w jakim pierogi są odpowiedzialne za głód - zmniejszają go. Kapitaliści podobnie - zatrudniają ludzi, tym samym zmniejszając bezrobocie.

Ktoś słusznie zauważy, że przecież kapitaliści czasem, a ostatnimi czasy nawet dość często, zwalniają pracowników, a zatem zwiększają bezrobocie. Owszem ale tylko, TYLKO o te osoby, które wcześniej zatrudnili. Zatem tak czy siak jego istnienie na rynku sprawia, że bezrobocie jest niższe niżby było bez niego.

Następna sprawa: budować piramidy - ciekawy pomysł, tylko dla kogo i za co? Firmy, w tym przypadku budowlane, nie powstają dlatego, że właściciel ma nieodpartą chęć budowania czegokolwiek, tylko dlatego, że przedsiębiorca chce na tym zarobić. Żeby wybudować piramidę, musiałby mieć na nią nabywcę. I to jest jedna sprawa.

Drugą, dużo istotniejszą kwestią są koszta pracy. Starożytni Egipcjanie mogli sobie pozwolić na trzaskanie piramid na środku pustyni i to w dodatku gołymi rękami - bez ciężkich maszyn, co zapewne bardzo ucieszy pana Wałęsę zwłaszcza w kontekście innej jego wypowiedzi, którą zaraz przytoczę - z jednej prostej przyczyny. Mieli bardzo tanich pracowników: niewolników, zatem jedynym kosztem było ich wykarmienie. Dziś kapitalista musi zapłacić za pracę nie tylko robotnikowi - to akurat drobiazg - znacznie więcej z pieniędzy przeznaczonych na inwestycję idzie albo od razu, albo powoli i stopniowo do budżetu państwa.

Oczywiście nie sugeruję powrotu do niewolnictwa. To raczej pan Wałęsa tego oczekuje, z tą małą różnicą, że przedsiębiorca tym razem miałby służyć swoim panom-robotnikom. Ja postuluję zmniejszenie podatków i redukcję liczby panów-biurokratów oraz panów-odbiorców świadczeń socjalnych.

A jeśli pan Wałęsa tak bardzo jest za budową piramid, to po jakie licho idzie z tym do tych wrednych i złośliwych kapitalistów, którzy i tak robią wszystko na przekór niemu? Niech każdy bezrobotny sam sobie wybuduje piramidę - robota, jak oczekuje pan Wałęsa, będzie. Co? Że nikt im za to nie zapłaci? A kto zapłaci przedsiębiorcy?

W sposób nie mniej intrygujący wypowiedział się były prezydent RP na temat postępu technicznego:

Potrzebne są inne struktury. Jeśli chodzi o gospodarkę, to na pewno własność prywatna, ale nie taka bezczelna, która wyrzuca ludzi, a zatrudnia maszyny. Guzik mnie obchodzi: maszyny miej, ale robotę masz dać. Od tego jesteś.

Innymi słowy jego receptą na bezrobocie jest odstawienie koparki na parking, a w zamian zatrudnienie dziesięciu chłopa z łopatami. Albo jeszcze lepiej - odstawić łopaty, bo do przekopania rowu gołymi rękami trzeba jeszcze więcej robotników! Pan Wałęsa nie dostrzega oczywiście tego, że wówczas wykopanie rowu, wybudowanie drogi, osiedla, czy czegokolwiek trwałoby potwornie długo i byłoby potwornie drogie, zatem nie odpowiadałoby żadnym dzisiejszym standardom, oprócz oczywiście standardów stosowanych przy realizowaniu projektów zlecanych przez państwo bądź samorządy.

Zatem albo firmy takie zupełnie nie miałyby zleceń - poupadałyby natychmiast (zwiększając oczywiście bezrobocie do poziomu daleko większego niż obecne), albo wykonywałyby tylko roboty opłacane z kasy publicznej.  Tylko skąd wówczas wzięłyby się na to wszystko pieniądze, jeślibyśmy z budżetu utrzymywali nie tylko obecnych darmozjadów, ale i całe rzesze zadowolonych i hojnie wynagradzanych budowniczych nikomu niepotrzebnych i szalenie drogich piramid?

Firm budowlanych potrzebujemy nie po to, by budowlańcy mieli pracę, tylko po to, byśmy mieli domy. A nikt firmy nie założy po to, by charytatywnie do niej dopłacać. Nikt oprócz państwa oczywiście.

I nie mówmy przedsiębiorcom od czego są. To oni decydują od czego są, podobnie jak każdy z nas.

Ja za to wiem, od czego kto nie jest.

Panie Wałęso, to w PAŃSTWIE potrzebne są inne struktury. Potrzebujemy rozsądnej polityki, nie takiej bezczelnej, która ignoruje specjalistów, a zatrudnia idiotów. Guzik mnie obchodzi: poglądy sobie miej pan jakie chcesz, ale lepiej ich nie wygłaszaj. Nie jesteś pan od tego.

niedziela, 23 października 2011

Bóle krzyża

W sejmie mamy obecnie "Bandę Pięciorga". Można o tym już mówić oficjalnie. "Antysystemowa" partia pana Palikota trąbiła przed wyborami jakie to ważne reformy trzeba przeprowadzić, chciała walczyć z biurokracją, naprawiać politykę i zmieniać gospodarkę. Obecnie całą swoją siłę skupia na dekoracji sali obrad.

I tu nawet nie chodzi o to, że nie realizuje swojego planu, bo to wiele by nie zmieniło. Ma część dobrych pomysłów, część złych, a część dziwnych. W sumie ani byśmy na ich realizacji wiele nie zyskali ani stracili. Ciekawostką jest wszak to, że mimo ciągłego wyliczania w swojej kampanii, co jest złe i co trzeba natychmiast zmienić, dziś okazuje się, że sprawą numer jeden jest dla niego krzyż w sali sejmowej. Pozazdrościć tylko takiego optymizmu. Najwyraźniej w Polsce obecnie nie ma żadnych pilniejszych problemów.

Czuję się trochę jak w tej reklamie telewizyjnej sprzed kilku lat, w której rodzina je obiad i nagle ojciec prawie dostaje zawału, dzieciak ma atak astmy, a matka w krzyk, bo przepaliła się żarówka. Bo "oni nie mają większych zmartwień". Polacy niestety mają i zwisa im, czy ten krzyż tam wisi, czy nie.

Wyższą, całkowicie niezasłużoną  rangę tej błazenadzie nadała wypowiedź naszej byłej karykatury prezydenta, pana Lecha Wałęsy. Najwyraźniej też ma jakiś interes w tym, żeby ludzie zapomnieli o pilnych sprawach, kryzysach i aferach. Albo i nie ma a robi to tylko dlatego, że jest idiotą, co nieraz w podobnych sytuacjach nie bez sukcesu starał się wykazać. Zapewnił, że krzyż z sali obrad zniknie po jego trupie (wywiad Onetu).

Nasz niewielki noblista oraz światowej sławy bojownik o demokrację powiedział był, że również po jego trupie odbędzie się referendum dotyczące wieszania lub niewieszania symboli religijnych w tejże sali, trafiając tym samym do Klubu Demokratycznych Hipokrytów, który swoją obecnością uświetnia już sam redaktor Michnik.

W tym samym wywiadzie pan Prezydent powiedział:

Znam się na tym i Palikot żadnych szans na prezydenturę Polski nie ma. Ani dziś, ani w przyszłości - ocenił.

Jak można wierzyć w takie słowa z ust człowieka, który w 1990 roku najdobitniej wykazał, że prezydentem Polski może zostać każdy bałwan?

A co do samego krzyża, to trudno jest zrozumieć o co jest ta wojna. Komu on przeszkadza? Katolikom? Na pewno nie, z jasnych przyczyn. A może wyznawcom innych religii, lub ateistom? A niby dlaczego? Przecież dla nich ten krzyż nie ma żadnego symbolicznego znaczenia. Jest tylko dekoracją. Gdyby zamiast niego powiesić na ścianie Monę Lisę, albo landszafcik kupiony na rynku starego miasta, osoba niewierząca w Chrystusa powinna to odebrać w ten sam sposób. Różnica jest tylko estetyczna.

Czy może krzyż to jakiś zakazany symbol? Wówczas należałoby wyjąć krzyże z ram okiennych, a wszystkie skrzyżowania zamienić w ronda. Przynajmniej do czasu, kiedy powstanie religia, która uzna za święty kształt okręgu. A jeśli powstanie religia "wędkaryzm", której symbolem będzie haczyk, to wszystkie palta posłów będą układane w sejmowej szatni na podłodze.

Jestem przekonany, że gdyby salę obrad udekorować posągiem pięknej Wenus, albo Temidy (o ile posłowie o niej słyszeli), to nie byłoby żadnych znaczących protestów ze strony osób niewierzących w rzymskie i greckie bóstwa. Mimo, że jak podejrzewam, jest ich w sejmie znacznie więcej niż niekatolików.

O co więc chodzi Palikotowi? Ten krzyż, to po Smoleńsku kolejny detal, którym trzeba się różnić i o który trzeba drzeć, albo i palić koty, bo gdyby nie te krzyże, jeden z drugim, to szybko okazałoby się, że żadnej ISTOTNEJ różnicy między tą piątką nie ma. Bo i nie ma.