Pod artykułem Największy wróg postępowców, komentator zamieścił opinię, z którą nie sposób się zgodzić (pisownia oryginalna):
odnosnie kolorowych i kobiet pelna zgoda, natomiast w przypadku gejow
faktycznie problem istnieje. ile razy slyszymy pogardliwe "pedał" na
okreslenie niczemu niewinnego geja? geje sa w polsce traktowani jako
ludzie drugiej kategorii i to jest fakt, dlatego o tolerancje dla nich
trzeba walczyc. a to ze srodowisko LGTB robi blazenade na roznych
paradach to juz inna sprawa...
Jest dokładnie odwrotnie! Z przytoczonych grup to właśnie homoseksualiści są w najbardziej komfortowej sytuacji. Przede wszystkim homoseksualizm jest najłatwiejszy do ukrycia. Nawet widząc homosia na golasa nie będziemy wiedzieli, że jest homosiem, dopóki nie zacznie się tym sam przechwalać. Ani kobieta, ani Murzyn nie mają tego komfortu. Zatem najprostszym sposobem uniknięcia nieprzyjemnych zawołań jest dyskrecja. I nie chodzi o to, żeby homoś udawał kogoś kim nie jest. Normalny homoseksualizm ujawnia się w tylko jednej sytuacji, która, poza samym homosiem i drugim, także homosiem, nikogo obchodzić nie powinna.
Tak samo można mówić o dyskryminacji ludzi, którzy dłubią w nosie. Jeśli ktoś rozmawia ze mną i jednocześnie paluchami wygrzebuje sobie kozy z nosa, to niech nie dziwi się, że patrzę na niego z obrzydzeniem. A jeśli nie robi tego przy mnie, tylko dyskretnie, w domu, lub w łazience, to niech nawet sobie te gile zjada. Guzik mnie to obchodzi.
To nie homoseksualizm jest problemem tylko ekshibicjonizm, a ten potępiany jest nie bez słuszności. To agresywne afiszowanie się z homoseksualizmem i poszukiwanie akceptacji powoduje uprzedzenie do homoseksualistów. To co robią działacze gejowscy jest najlepszym sposobem na pogłębienie niechęci w stosunku do homoseksualistów. Ludzie potrafią tolerować każdą dziwność, pod warunkiem, że nie są zmuszani do obcowania z nią i jej pochwalania. A niestety do tego sprowadza się działalność ruchów LGBT - do wciskania nam homoseksualizmu na siłę, do gwałcenia nas homoseksualizmem przez uszy i oczy. Stąd problem - problem, który został sztucznie stworzony przez tych "biednych i niekochanych" gejów.
To, jak ludzie traktują homoseksualistę zależy tylko od niego samego. Nikt nie musi wiedzieć o tym, kto z kim sypia. Jeśli zaś potrzeba akceptacji homosia jest tak wielka, że musi narzucać się innym ze swoimi upodobaniami seksualnymi, to musi liczyć się z tym, że nie wszystkim taka wylewność odpowiada. Jedni mogą ją lubić, ale dla większości jest ona obrzydliwa, tak samo jak obrzydliwym jest chwalenie się, że jest się onanistą, zoofilem, miłośnikiem pejczy w sypialni, czy nawet zdrowym heteroseksualnym pożyciem z małżonkiem. Miejsce spraw "damsko - męskich" jest w czterech ścianach sypialni. Homoseksualizm pod tym względem nie różni się od innych upodobań erotycznych - nie jest ani dobry ani zły. To ekshibicjonizm jest plugawy.
Wracając na krótko do problemu nierównego traktowania homosiów, to pragnę zauważyć, że obowiązujące prawo również w żaden sposób ich nie dyskryminuje. Nie ma chyba w polskim prawie
żadnego przepisu, który traktowałby homoseksualistów inaczej niż
normalnych ludzi. A jest wiele przepisów, które rozróżniają mężczyznę od
kobiety, jak chociażby przepisy dotyczące emerytury. Geje nie domagają się równości, bo prawo traktuje ich na równi z innymi. Oni domagają się przywilejów dla siebie. Chcą, by prawo faworyzował homoseksualistów. A "prawo", które faworyzuje jedną wybraną grupę, nie ma nic wspólnego ani z równością, ani z prawem. Kropka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą geje. Pokaż wszystkie posty
sobota, 15 czerwca 2013
sobota, 6 kwietnia 2013
Gej się wstydzi
Geje, lesbijki itp. w sposób bardzo nachalny domagają się tolerancji dla ich stylu życia. Ta rozdmuchana nachalność staje się wręcz karykaturą samej siebie. Wiele osób, z piszącym te słowa włącznie, zastanawia się dokąd to nas zaprowadzi. Co będzie następne, gdy już uznamy, że dwóch "mężczyzn" to normalna rodzina? Małżeństwa wieloosobowe? Ze zwierzętami? Legalizacja gwałtów? Nie wiadomo. Jeśli się burzy porządek, który trwał setki lat jako podstawa wielkiej i wspaniałej cywilizacji, to wszystko jest możliwe.
Ale to są następstwa. A jakie są przyczyny tej desperackiej potrzeby akceptacji? Wiele osób ma swoje nietypowe zachowania i rytuały. Nie tylko homoseksualiści. I każdy od czasu do czasu spotyka się z brakiem akceptacji. Ale czy normalny człowiek żąda, żeby każdy pochwalał jego zachowanie?
Ja lubię bardzo słodką herbatę. Ilość cukru, jaką wsypuję do filiżanki sprawia, że inni się wręcz krzywią. Co chwilę słyszę, że będę miał cukrzycę, że cukier to biała śmierć i że muszę coś z tym zrobić. Ale nie robię. Bo lubię cukier. Piję moją herbatę tak, jak ona mi odpowiada i nie oczekuję niczyjego poklasku. Nie szczekam, że moi znajomi i rodzina to banda słodyczofobów. Ja się akceptuję, a opinia innych mnie nie interesuje.
Jest też mnóstwo nieeleganckich zwyczajów, które mogą wywoływać obrzydzenie tak, jak u niektórych homoseksualizm. Jeden obgryza paznokcie, drugi dłubie w nosie, trzeci chrząka, drapie się po kroczu i pali papierosy. I nikomu nie każą się za to kochać. Zdają sobię sprawę, że ich zwyczaje są przez innych odbierane jako nieeleganckie, więc się z nimi nie afiszują. Ale oni to lubią, więc im to odpowiada.
Natomiast jeśli ktoś tak rozpaczliwie pożąda akceptacji, że gotów jest posunąć się do szantażu i piętnowania tych, u których jej nie znajduje, tak jak to czynią środowiska gejowskie i gejopodobne, to świadczyć to może tylko o jednym. Powie to każdy psycholog (oczywiście dzisiaj powie to po cichutku, bo cenzura), ale też i nie trzeba być psychologiem, żeby to zrozumieć. Geje potrzebują akceptacji, bo sami nie akceptują swojego stylu życia. Mają kompleksy na punkcie swojej orientacji seksualnej i brak poczucia własnej wartości. Być może nawet sami o tym nie wiedzą - świadomie, albo nieświadomie zagłuszają odrazę do samych siebie. Potrzebują kogoś z zewnątrz, kto ich pogłaszcze i powie, że to co robią jest w prządku, normalne i że nie ma się czego wstydzić.
Oczywiście nie ci "najwyżej postawieni działacze". Oni, często wcale nie homoseksualiści, doskonale zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują to do swoich celów. Im ten wewnętrzny brak akceptacji innych jest bardzo na rękę. Oni wręcz działają w kierunku budowania tego braku pewności i wyolbrzymiania poczucia braku akceptacji. Tak samo jak działaczki feministyczne z premedytacją wmawiają kobietom, że są gorsze od mężczyzn.
Nie piszę tu, ma się rozumieć, o pospolitych homoseksualistach, którzy "robią swoje" dla siebie, nie zważając na to, co myślą inni. Oni nie mają problemów z niską samooceną i akceptują się, tak samo jak ja akceptuję swoją miłość do przesłodzonej herbaty.
Ale to są następstwa. A jakie są przyczyny tej desperackiej potrzeby akceptacji? Wiele osób ma swoje nietypowe zachowania i rytuały. Nie tylko homoseksualiści. I każdy od czasu do czasu spotyka się z brakiem akceptacji. Ale czy normalny człowiek żąda, żeby każdy pochwalał jego zachowanie?
Ja lubię bardzo słodką herbatę. Ilość cukru, jaką wsypuję do filiżanki sprawia, że inni się wręcz krzywią. Co chwilę słyszę, że będę miał cukrzycę, że cukier to biała śmierć i że muszę coś z tym zrobić. Ale nie robię. Bo lubię cukier. Piję moją herbatę tak, jak ona mi odpowiada i nie oczekuję niczyjego poklasku. Nie szczekam, że moi znajomi i rodzina to banda słodyczofobów. Ja się akceptuję, a opinia innych mnie nie interesuje.
Jest też mnóstwo nieeleganckich zwyczajów, które mogą wywoływać obrzydzenie tak, jak u niektórych homoseksualizm. Jeden obgryza paznokcie, drugi dłubie w nosie, trzeci chrząka, drapie się po kroczu i pali papierosy. I nikomu nie każą się za to kochać. Zdają sobię sprawę, że ich zwyczaje są przez innych odbierane jako nieeleganckie, więc się z nimi nie afiszują. Ale oni to lubią, więc im to odpowiada.
Natomiast jeśli ktoś tak rozpaczliwie pożąda akceptacji, że gotów jest posunąć się do szantażu i piętnowania tych, u których jej nie znajduje, tak jak to czynią środowiska gejowskie i gejopodobne, to świadczyć to może tylko o jednym. Powie to każdy psycholog (oczywiście dzisiaj powie to po cichutku, bo cenzura), ale też i nie trzeba być psychologiem, żeby to zrozumieć. Geje potrzebują akceptacji, bo sami nie akceptują swojego stylu życia. Mają kompleksy na punkcie swojej orientacji seksualnej i brak poczucia własnej wartości. Być może nawet sami o tym nie wiedzą - świadomie, albo nieświadomie zagłuszają odrazę do samych siebie. Potrzebują kogoś z zewnątrz, kto ich pogłaszcze i powie, że to co robią jest w prządku, normalne i że nie ma się czego wstydzić.
Oczywiście nie ci "najwyżej postawieni działacze". Oni, często wcale nie homoseksualiści, doskonale zdają sobie z tego sprawę i wykorzystują to do swoich celów. Im ten wewnętrzny brak akceptacji innych jest bardzo na rękę. Oni wręcz działają w kierunku budowania tego braku pewności i wyolbrzymiania poczucia braku akceptacji. Tak samo jak działaczki feministyczne z premedytacją wmawiają kobietom, że są gorsze od mężczyzn.
Nie piszę tu, ma się rozumieć, o pospolitych homoseksualistach, którzy "robią swoje" dla siebie, nie zważając na to, co myślą inni. Oni nie mają problemów z niską samooceną i akceptują się, tak samo jak ja akceptuję swoją miłość do przesłodzonej herbaty.
niedziela, 3 marca 2013
LGBTRZ
Jest wiele typów zboczeń. Są zboczenia drobne, całkowicie nieszkodliwe i akceptowalne, a są i takie, które po prostu brzydzą i sieją zepsucie. Homoseksualizm jest nieszkodliwym odstępstwem od normy. Skrywany tam, gdzie jest jego miejsce, czyli w prywatnej sypialni, nikomu nie wadzi. Ale już towarzyszący mu często ekshibicjonizm, czyli obnoszenie się z tym wśród często obcych ludzi, czy wręcz działanie w różnych gejowskich organizacjach osób, które mają taki problem z akceptacją swojego zboczenia, że aż niemal siłą próbują zmuszać innych do jego akceptacji, to już jest coś obrzydliwego i wulgarnego. Prawdziwy dżentelmen i prawdziwa dama chcą być od tego jak najdalej. I to nie chodzi tylko o homoseksualizm. Głośne mówienie o sprawach intymnych jest, najłagodniej ujmując, nieeleganckie.
Nie mniej obrzydliwe jest "wścibstwo seksualne", czyli zwykłe podglądactwo - interesowanie się i mówienie o cudzym życiu intymnym. Ilekroć przechodzę obok jakiegoś kiosku z gazetami widzę wielkie nagłówki, kto z kim sypia, kto kogo zdradza, kto jest homosiem, a kto zoosiem. Fe.
Wyżej nieco na tej skali obrzydliwości postawiłbym sytuację, w której takie wścibstwo łączy się niejako z kazirodztwem, czyli gdy przedmiotem zainteresowania staje się życie seksualne najbliższej rodziny - matki, siostry, syna - zwłaszcza dorosłego i samodzielnego. Normalny człowiek nie wie i nie chce wiedzieć, co w łóżku robi jego córka z mężem, chłopakiem, czy dziewczyną. Interesowanie się tym jest samo w sobie niesmaczne i niepokojące, a sto razy bardziej niesmaczne i niepokojące jest dyskutowanie o tym w towarzystwie. Nie wyobrażam sobie, jak ktoś mógłby uważać za normalną wymianę zdań między sąsiadkami:
- Moja synowa bardzo lubi, gdy mój Wojtuś pieści ją analnie.
- Tak? A wie pani, że moja mama też to uwielbia?
Wzdrygam się w ogóle próbując sobie wyobrazić taką sytuację. Samo to, że te dwie wyimaginowane panie o tym wiedzą jest paskudne. Tymczasem istnieją osoby, prawdziwe osoby, które nie tylko mówią o takich rzeczach sąsiadom, czy na imieninach szwagra. Mówią o tym wszem wobec z bilbordu (czytanka).
Forsowany przez lewicę upadek moralności zaszedł już tak daleko, że są ludzie, którzy bezwstydnie i publicznie "promują" homoseksualne zachowania swoich dorosłych dzieci. To jest jedno z najbardziej odrażających zboczeń o jakich słyszałem. To kompilacja wszystkich powyższych.
Akcji tej, w której zboczeńcy (bo są to swego rodzaju ekshibicjoniści i podglądacze z tendencjami kazirodczymi) gloryfikują zboczenia swoich dzieci, patronują m.in. wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka, pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Znamiennym jest, że te trzy wymienione osoby to kobiety. Nie damy - kobiety. Zaś twarzy i spraw intymnych udziela jej między innymi wspaniały aktor Władysław Kowalski.
Rodzice, którzy nie wiedzą, a najczęściej wiedzieć nie chcą, mogą tylko częściowo uczestniczyć w życiu swych dzieci. Obszar, z którego sami się wykluczają, z biegiem czasu rośnie, więź rodzinna słabnie - mówi Katarzyna Remin, działaczka KPH, koordynatorka projektu.
Ja, w przeciwieństwie do pani Remin, uważam, że to bardzo dobrze, jeśli rodzice nie uczestniczą w życiu seksualnym swoich dzieci. Problem jest właśnie wówczas, gdy rodzice w nim UCZESTNICZĄ.
Proponuję, żeby organizacje LGBT przemianowały się na LGBTRZ, by uwzględnić również rodziców zboczeńców (czy też rodziców-zboczeńców). W kupie raźniej.
Nie mniej obrzydliwe jest "wścibstwo seksualne", czyli zwykłe podglądactwo - interesowanie się i mówienie o cudzym życiu intymnym. Ilekroć przechodzę obok jakiegoś kiosku z gazetami widzę wielkie nagłówki, kto z kim sypia, kto kogo zdradza, kto jest homosiem, a kto zoosiem. Fe.
Wyżej nieco na tej skali obrzydliwości postawiłbym sytuację, w której takie wścibstwo łączy się niejako z kazirodztwem, czyli gdy przedmiotem zainteresowania staje się życie seksualne najbliższej rodziny - matki, siostry, syna - zwłaszcza dorosłego i samodzielnego. Normalny człowiek nie wie i nie chce wiedzieć, co w łóżku robi jego córka z mężem, chłopakiem, czy dziewczyną. Interesowanie się tym jest samo w sobie niesmaczne i niepokojące, a sto razy bardziej niesmaczne i niepokojące jest dyskutowanie o tym w towarzystwie. Nie wyobrażam sobie, jak ktoś mógłby uważać za normalną wymianę zdań między sąsiadkami:
- Moja synowa bardzo lubi, gdy mój Wojtuś pieści ją analnie.
- Tak? A wie pani, że moja mama też to uwielbia?
Wzdrygam się w ogóle próbując sobie wyobrazić taką sytuację. Samo to, że te dwie wyimaginowane panie o tym wiedzą jest paskudne. Tymczasem istnieją osoby, prawdziwe osoby, które nie tylko mówią o takich rzeczach sąsiadom, czy na imieninach szwagra. Mówią o tym wszem wobec z bilbordu (czytanka).
Forsowany przez lewicę upadek moralności zaszedł już tak daleko, że są ludzie, którzy bezwstydnie i publicznie "promują" homoseksualne zachowania swoich dorosłych dzieci. To jest jedno z najbardziej odrażających zboczeń o jakich słyszałem. To kompilacja wszystkich powyższych.
Akcji tej, w której zboczeńcy (bo są to swego rodzaju ekshibicjoniści i podglądacze z tendencjami kazirodczymi) gloryfikują zboczenia swoich dzieci, patronują m.in. wicemarszałek Sejmu Wanda Nowicka, pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz i prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Znamiennym jest, że te trzy wymienione osoby to kobiety. Nie damy - kobiety. Zaś twarzy i spraw intymnych udziela jej między innymi wspaniały aktor Władysław Kowalski.
Rodzice, którzy nie wiedzą, a najczęściej wiedzieć nie chcą, mogą tylko częściowo uczestniczyć w życiu swych dzieci. Obszar, z którego sami się wykluczają, z biegiem czasu rośnie, więź rodzinna słabnie - mówi Katarzyna Remin, działaczka KPH, koordynatorka projektu.
Ja, w przeciwieństwie do pani Remin, uważam, że to bardzo dobrze, jeśli rodzice nie uczestniczą w życiu seksualnym swoich dzieci. Problem jest właśnie wówczas, gdy rodzice w nim UCZESTNICZĄ.
Proponuję, żeby organizacje LGBT przemianowały się na LGBTRZ, by uwzględnić również rodziców zboczeńców (czy też rodziców-zboczeńców). W kupie raźniej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)