Jeden z komentatorów zadał ciekawe pytania na temat pojazdów uprzywilejowanych na niepaństwowych drogach:
Czy ułatwianie im przejazdu przez innych uczestników ruchu zależałoby
wyłącznie od ich dobrej woli, czy byłoby jednak regulowane prawnie, albo
zwyczajnie przez prywatnego właściciela drogi?
Oczywiście kwestia ta powinna być regulowana przez właściciela drogi i jestem pewien, że jego decyzja zawsze będzie na korzyść pojazdów uprzywilejowanych. Niezależnie od tego, czy będzie to droga prywatna, czy samorządowa, nie widzę żadnego powodu, dla którego zarządca drogi miałby rezygnować z pojazdów uprzywilejowanych. Przejazd karetki raz na kilka godzin nie jest żadnym znaczącym utrudnieniem w ruchu, a z drugiej strony rezygnacja z tych przywilejów skutkowałaby dłuższym czasem oczekiwania na pomoc w sytuacjach krytycznych, co niechybnie przełożyłoby się na niższą jakość życia, a zatem i niższą wartość gruntów w mieście, czy na terenie gminy w przypadku dróg samorządowych, oraz na wyższą śmiertelność w wypadkach na drodze prywatnej, co na pewno nie jest korzystną sytuacją dla właściciela. Szybki bilans zysków i strat powinien rozwiać tę wątpliwość.
Czy zwykły, spieszący się kierowca mógłby postawić na dachu koguta, czy
byłoby to jednak zabronione i zarezerwowane tylko dla szczególnych
pojazdów?
Umożliwienie każdemu kierowcy podróżowania "na sygnale" mija się z celem, bo czym różniłaby się od sytuacji, w której nie ma uprzywilejowanych pojazdów w ogóle? Oczywiście ktoś musi czuwać nad porządkiem w tej kwestii, gdyż jest to bardzo prosty przypadek dylematu więźnia: jeśli ja użyję koguta, to dotrę do celu szybciej, więc zyskuję, ale gdyby jednocześnie pomyśleli tak wszyscy uczestnicy ruchu, to nikt by nie zyskał, a tylko zapanowałby chaos. I rozważny właściciel drogi będzie pilnował przestrzegania tego prawa - samorząd za pomocą lokalnej straży miejskiej, czy gminnej, a właściciel prywatny za pomocą prywatnych patroli.
Z rozpoznaniem pojazdów ratowniczych nie powinno być problemu, bo oprócz "koguta" mają charakterystyczny wygląd. Ktoś musiałby być naprawdę zdesperowany, by przemalować swój samochód na ambulans, by szybciej dojeżdżać do pracy. A jeśli właściciel drogi obawia się, że ktoś może to zrobić, to zawsze może wprowadzić identyfikatory dla pojazdów, które na jego drodze są uprzywilejowane, a w przypadku większych dróg całkiem dobrym rozwiązaniem byłoby posiadanie własnych pojazdów ratowniczych.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą straż pożarna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą straż pożarna. Pokaż wszystkie posty
środa, 10 października 2012
środa, 7 marca 2012
Strażak potrafi
Pod niedawnym wpisem na temat prywatyzacji straży pożarnej, komentator Damian zamieścił kilka wątpliwości. Większość z nich to sztuczne "problemy Kisiela", ale też dzisiaj ludzie często postrzegają tego typu problemy za wielkie wyzwania, którym czoła może stawić tylko biurokracja państwowa, więc są one bardzo cenne dla dyskusji i należy na nie odpowiedzieć. Damian zaczyna od uwagi:
Ma oczywiście rację. Mówiąc o gaszeniu posługuję się pewnym skrótem myślowym, w wierze, że czytelnik pamięta też o innych zadaniach straży. Dalej przechodzi do meritum:
Zapłaci gość na słupie, lub jego ubezpieczyciel. I oczywiście zapłaci tylko tej ekipie, która przeprowadzi akcję ratowniczą. Pierwszeństwo powinien mieć tu ten zespół, który zjawił się pierwszy na wezwanie, co nie powinno budzić żadnych wątpliwości w tym przypadku - straż pożarną zazwyczaj wzywamy w sytuacji, w której czas ma ogromne znaczenie.
A co z pozostałymi? Nic. Oni złożyli tylko "ofertę", która przegrała z lepszą. Jest to koszt prowadzenia każdej działalności. W przetargu też nikt nie zwraca przegranym pieniędzy za pracę i materiały wykorzystane w ofercie, a kino puszcza film niezależnie od tego, czy sala jest pełna, czy siedzi tylko jedna osoba. Zresztą proszę pamiętać, że strażaków trzeba opłacić niezależnie od tego, czy siedzą w remizie, czy pędzą na sygnale do pożaru, zatem, jak mniemam, koszt ogranicza się do kosztu paliwa, a i ten nie jest wielki, bo straż zwykle działa w zasięgu do kilkudziesięciu kilometrów.
No, to będą współpracować. W czym problem? Proszę nie doszukiwać się trudności tam, gdzie ich nie ma. Na dużej budowie też muszą współpracować ze sobą firmy, często konkurenci na rynku. Ale jakoś się dogadują, bo za to im płacą.
Nie widzę przeszkód, by prywatna straż była zorganizowana jak wojsko. Każda firma większa niż jednoosobowa musi posiadać jakąś hierarchię ważności. Czy widział ktoś kasjerkę wydającą polecenia kierownikowi sklepu?
A w przypadku większej akcji z udziałem kilku konkurencyjnych jednostek myślę że dobrą praktyką byłaby zasada, że prowadzi ją dowódca jednostki, która zjawiła się na miejscu jako pierwsza. Ale to wszystko są szczegóły do ustalenia przez właściciela lub między właścicielami, bo ostatecznie jest to w ich interesie. Jak zamiast gasić będą się kłócić, to rynek ich wyruguje.
Tak samo jak "czuje się oszukanym" sprawca kolizji samochodowej, który stracił samochód, a jeszcze musi zapłacić za naprawę poszkodowanemu. Takie rzeczy się zdarzają i ktoś musi ponieść za nie konsekwencje. Oczywiście sprawca - niekoniecznie właściciel.
Sprawca lub jego ubezpieczyciel. Jak zaleję sąsiada w bloku, to też mu płacę za nowy sufit, prawda? Nie ma sytuacji, w których dom spontanicznie zajmuje się ogniem. Winny na ogół jest człowiek - jego celowe działanie lub niedopatrzenie. Sprawcą może być właściciel, podpalacz, właściciel instalacji gazowej, producent kuchenki, instalator piorunochronu, itp. Trzeba go znaleźć i tym straż też się zajmuje - ustaleniem przyczyny pożaru.
Oczywiście może się zdarzyć, że pożar wywoła na przykład zwarcie w kablu przegryzionym przez szczura. Faktycznie - trudno wówczas znaleźć winnego pożaru mojego domu. Ale jeśli zapali się też dom sąsiada - to źródłem ognia jest mój dom, zatem w jakiś sposób jestem temu winny, tak samo jak jestem winny, gdy wiatr zerwie mi z dachu dachówkę, a ta przeleci do ogródka sąsiada i zabije mu psa.
Proszę mi wierzyć, że prywatna straż nie będzie się borykała z żadnymi problemami, z którymi nie boryka się dziś państwowa. A jeśli urzędnik potrafił jako - tako to ogarnąć, to tym bardziej ogarnie to prywatny przedsiębiorca. Lepiej i szybciej. Bo urzędnik dostanie pieniądze "czy stoi, czy leży", a prywaciarz tylko wówczas, gdy jest najlepszy.
Ja powyższe rozwiązania wymyśliłem naprędce, czytając komentarz Damiana - ot, podsunął mi je zdrowy rozsądek. Prywaciarz, który będzie miał na to kilka dni, i którego przyszłość od tego zależy będzie miał jeszcze lepsze pomysły. Bo to jest JEGO problem. On się na tym zna i on wie co robić. Poradzi sobie bez nas. My nie musimy się tym martwić, tak jak nie martwimy się, w jaki sposób właściciel supermarketu powinien zorganizować logistycznie swoją firmę, by codziennie miał świeże rzodkiewki. Piękne w wolnym rynku jest to, że my nie musimy myśleć o tych rzodkiewkach, a one i tak tam są i czekają na nas.
Większość akcji wykonywanych przez Straż Pożarną nie ma nic wspólnego z gaszeniem ognia, choć mało kto o tym wie. Wszystkie sytuacje gdy człowieka trzeba wydostać, podlegają pod jurysdykcję straży pożarnej.
Generalnie strażacy to także goście od ciężkiego sprzętu.
Generalnie strażacy to także goście od ciężkiego sprzętu.
Ma oczywiście rację. Mówiąc o gaszeniu posługuję się pewnym skrótem myślowym, w wierze, że czytelnik pamięta też o innych zadaniach straży. Dalej przechodzi do meritum:
1.Teraz jeśli trzy remizy zjadą się do gościa który utknął na słupie to kto za to zapłaci.
Zapłaci gość na słupie, lub jego ubezpieczyciel. I oczywiście zapłaci tylko tej ekipie, która przeprowadzi akcję ratowniczą. Pierwszeństwo powinien mieć tu ten zespół, który zjawił się pierwszy na wezwanie, co nie powinno budzić żadnych wątpliwości w tym przypadku - straż pożarną zazwyczaj wzywamy w sytuacji, w której czas ma ogromne znaczenie.
A co z pozostałymi? Nic. Oni złożyli tylko "ofertę", która przegrała z lepszą. Jest to koszt prowadzenia każdej działalności. W przetargu też nikt nie zwraca przegranym pieniędzy za pracę i materiały wykorzystane w ofercie, a kino puszcza film niezależnie od tego, czy sala jest pełna, czy siedzi tylko jedna osoba. Zresztą proszę pamiętać, że strażaków trzeba opłacić niezależnie od tego, czy siedzą w remizie, czy pędzą na sygnale do pożaru, zatem, jak mniemam, koszt ogranicza się do kosztu paliwa, a i ten nie jest wielki, bo straż zwykle działa w zasięgu do kilkudziesięciu kilometrów.
2.Co jeśli dojdzie do większej katastrofy i jedynie dzięki współpracy możliwe będzie jej opanowanie?
No, to będą współpracować. W czym problem? Proszę nie doszukiwać się trudności tam, gdzie ich nie ma. Na dużej budowie też muszą współpracować ze sobą firmy, często konkurenci na rynku. Ale jakoś się dogadują, bo za to im płacą.
2.1.W straży istnieje system rang od których zależy kto dowodzi akcją w takich sytuacjach. Straż musi być zorganizowana trochę jak wojsko by radzić sobie z większymi katastrofami
Nie widzę przeszkód, by prywatna straż była zorganizowana jak wojsko. Każda firma większa niż jednoosobowa musi posiadać jakąś hierarchię ważności. Czy widział ktoś kasjerkę wydającą polecenia kierownikowi sklepu?
A w przypadku większej akcji z udziałem kilku konkurencyjnych jednostek myślę że dobrą praktyką byłaby zasada, że prowadzi ją dowódca jednostki, która zjawiła się na miejscu jako pierwsza. Ale to wszystko są szczegóły do ustalenia przez właściciela lub między właścicielami, bo ostatecznie jest to w ich interesie. Jak zamiast gasić będą się kłócić, to rynek ich wyruguje.
3.Z ogniem się nie dogadasz, czasami jedyne co straż może zrobić to uniemożliwienie by ogień rozprzestrzeniał się dalej, czy jako właściciel którego dom został z góry skazany na stratę nie czuli byśmy się oszukani, że jeszcze musimy za to płacić.
Tak samo jak "czuje się oszukanym" sprawca kolizji samochodowej, który stracił samochód, a jeszcze musi zapłacić za naprawę poszkodowanemu. Takie rzeczy się zdarzają i ktoś musi ponieść za nie konsekwencje. Oczywiście sprawca - niekoniecznie właściciel.
4.Co jeśli ogień się rozprzestrzenił na inne domy, kto jest winien zapłacenia za gaszenie ???
Sprawca lub jego ubezpieczyciel. Jak zaleję sąsiada w bloku, to też mu płacę za nowy sufit, prawda? Nie ma sytuacji, w których dom spontanicznie zajmuje się ogniem. Winny na ogół jest człowiek - jego celowe działanie lub niedopatrzenie. Sprawcą może być właściciel, podpalacz, właściciel instalacji gazowej, producent kuchenki, instalator piorunochronu, itp. Trzeba go znaleźć i tym straż też się zajmuje - ustaleniem przyczyny pożaru.
Oczywiście może się zdarzyć, że pożar wywoła na przykład zwarcie w kablu przegryzionym przez szczura. Faktycznie - trudno wówczas znaleźć winnego pożaru mojego domu. Ale jeśli zapali się też dom sąsiada - to źródłem ognia jest mój dom, zatem w jakiś sposób jestem temu winny, tak samo jak jestem winny, gdy wiatr zerwie mi z dachu dachówkę, a ta przeleci do ogródka sąsiada i zabije mu psa.
Proszę mi wierzyć, że prywatna straż nie będzie się borykała z żadnymi problemami, z którymi nie boryka się dziś państwowa. A jeśli urzędnik potrafił jako - tako to ogarnąć, to tym bardziej ogarnie to prywatny przedsiębiorca. Lepiej i szybciej. Bo urzędnik dostanie pieniądze "czy stoi, czy leży", a prywaciarz tylko wówczas, gdy jest najlepszy.
Ja powyższe rozwiązania wymyśliłem naprędce, czytając komentarz Damiana - ot, podsunął mi je zdrowy rozsądek. Prywaciarz, który będzie miał na to kilka dni, i którego przyszłość od tego zależy będzie miał jeszcze lepsze pomysły. Bo to jest JEGO problem. On się na tym zna i on wie co robić. Poradzi sobie bez nas. My nie musimy się tym martwić, tak jak nie martwimy się, w jaki sposób właściciel supermarketu powinien zorganizować logistycznie swoją firmę, by codziennie miał świeże rzodkiewki. Piękne w wolnym rynku jest to, że my nie musimy myśleć o tych rzodkiewkach, a one i tak tam są i czekają na nas.
środa, 29 lutego 2012
Pożar a zaraza
Na moim kanale Youtube pojawiło się pytanie komentatora odnośnie do straży pożarnej - czy też ma być prywatna. Nie widzę w tym żadnego problemu.
Ogień jest nieodłącznym "towarzyszem" człowieka, tak samo jak śmieci. I tak samo jak w przypadku śmieci, problem powstaje, gdy robi się go za dużo. Gdyby firmy zajmujące się wywozem śmieci nie wypełniały swoich obowiązków należycie, to powstałoby zagrożenie dla naszego zdrowia i życia, tak jak w przypadku pożaru. Jedyną różnicą jest to, że cierpielibyśmy od zarazy, a nie od poparzeń. Co więcej, Wystarczy kilka tygodni przerwy w wywozie śmieci, by na osiedlu wybuchła epidemia, a pożar może się zdarzyć dziś, a może się nie zdarzyć w ogóle. A mimo to przystajemy na to, by wywozem śmieci zajmowały się firmy prywatne.
Jak w takim razie miałyby być finansowane takie firmy? Na pewno nie przez państwo. Na wolnym rynku metod jest całe mnóstwo i już przedsiębiorcy głowa w tym, żeby były one jak najlepiej dostosowane do potrzeb. Gdy nabywam numer w sieci komórkowej, to mam setki ofert z różnych firm: przedpłata, z Internetem, darmowe wieczory, dla firm i co jeszcze dusza zapragnie. I tak samo będzie z płaceniem za straż pożarną.
Mogę oczywiście mieć prywatną umowę z firmą strażacką, mogę za ochronę przed ogniem płacić w podatkach gminie, w której mieszkam i która ma umowę z firmą pożarniczą, spółdzielni mieszkaniowej w czynszu, tak jak za wywóz nieczystości, mogę wykupić ubezpieczenie od pożaru, które pokryje nie tylko moje straty, ale i koszt akcji gaśniczej, a mogę też w ogóle się nie ubezpieczać, a zapłacić za samą akcję, kiedy już do niej dojdzie. Jeśli ktoś oglądał film "Vabank II, czyli riposta", to być może pamięta scenę, w której strażak, po ugaszeniu pożaru willi Stawskiego, podchodzi do właściciela i wręcza mu rachunek. To jest całkowicie normalne.
Ktoś powie: "No dobrze, a jeśli nie mam stałej umowy ze strażakami, to skąd pewność, że przyjadą na wezwanie?". W ostatnich latach zdarzyły mi się dwie stłuczki samochodowe. W jednej straciłem lusterko, w drugiej zderzak i lampę. W obu przypadkach zadzwoniłem na policję. Państwowi funkcjonariusze przyjechali raz po trzech kwadransach drugim razem po ponad godzinie. Prywatne lawety były na miejscu po kilku minutach, mimo, że nikt z uczestników kolizji ich nie wzywał i w dodatku wcale nie były potrzebne.
Podobnie będzie ze strażą pożarną. Państwowa straż zarabia, czy gasi, czy leży. Prywatna załoga strażacka siedząca w remizie przynosi straty. Kiedy tylko jest wezwanie, rusza do akcji, nawet jeśli jest to "poza ich rewirem" - bo to jest możliwość zarobienia. A jeśli w danej chwili nie ma wozów do dyspozycji? To wówczas, czy prywatna, czy państwowa, nie przyjedzie. Ale prywatna następnego dnia pomyśli o zakupie nowej jednostki, a państwowa rozłoży ręce, jak NFZ w listopadzie.
Ktoś zapyta: "A co, jeśli straż ugasi nieubezpieczony dom, a właściciel nie zapłaci?". Są metody, żeby go zmusić - tak samo jak z innymi długami. A jeśli raz na jakiś czas zawiodą wszelkie metody wyegzekwowania płatności, to trudno. To jest ryzyko każdego przedsiębiorcy. Tak jak właściciel sklepu musi się liczyć z tym, że czasem klient coś wyniesie pod kurtką, taksówkarz, że ktoś ucieknie mu bez płacenia, a właściciel kina, że ktoś się wślizgnie "na gapę". To jest jeden z kosztów prowadzenia działalności, na który przedsiębiorca z radością przystanie, jeśli jest on ceną za zdjęcie z jego pleców niezliczonych obciążeń biurokratycznych.
Dzięki temu, że pieniądze trafiają bezpośrednio do jego kieszeni, a nie przez urzędnicze łapki do Warszawy, a potem przez inne urzędnicze łapki z powrotem, korzysta i usługodawca, i klient, i strażacy, bo procedura się upraszcza, droga skraca i dużo mniej pieniędzy po drodze się marnuje. Dobrze opłacany urzędnik z najnowszym laptopem z płonącego domu mnie nie wyciągnie. Ja chcę, żeby dobrze opłacany i dobrze wyposażony był facet, który zrobi to bez wahania, a nie będzie się zastanawiał, czy warto ryzykować dla dwóch tysięcy.
Ponadto poszczególne remizy są zmuszone do konkurencji między sobą. Muszą inwestować w lepszy sprzęt i podnosić jakość usług. Muszą "ścigać się" do pożaru. Państwowej straży brak jest tej zdrowej wolnorynkowej motywacji. Bo jeśli prywatna firma strażacka będzie niesprawna i nieskuteczna, to w przyszłym roku nikt nie podpisze z nią umowy.
Tak jak nikt nie przedłuży umowy ze śmieciarzami, którzy zostawiają chlew w altanie.
Kontynuacja tematu
Ogień jest nieodłącznym "towarzyszem" człowieka, tak samo jak śmieci. I tak samo jak w przypadku śmieci, problem powstaje, gdy robi się go za dużo. Gdyby firmy zajmujące się wywozem śmieci nie wypełniały swoich obowiązków należycie, to powstałoby zagrożenie dla naszego zdrowia i życia, tak jak w przypadku pożaru. Jedyną różnicą jest to, że cierpielibyśmy od zarazy, a nie od poparzeń. Co więcej, Wystarczy kilka tygodni przerwy w wywozie śmieci, by na osiedlu wybuchła epidemia, a pożar może się zdarzyć dziś, a może się nie zdarzyć w ogóle. A mimo to przystajemy na to, by wywozem śmieci zajmowały się firmy prywatne.
Jak w takim razie miałyby być finansowane takie firmy? Na pewno nie przez państwo. Na wolnym rynku metod jest całe mnóstwo i już przedsiębiorcy głowa w tym, żeby były one jak najlepiej dostosowane do potrzeb. Gdy nabywam numer w sieci komórkowej, to mam setki ofert z różnych firm: przedpłata, z Internetem, darmowe wieczory, dla firm i co jeszcze dusza zapragnie. I tak samo będzie z płaceniem za straż pożarną.
Mogę oczywiście mieć prywatną umowę z firmą strażacką, mogę za ochronę przed ogniem płacić w podatkach gminie, w której mieszkam i która ma umowę z firmą pożarniczą, spółdzielni mieszkaniowej w czynszu, tak jak za wywóz nieczystości, mogę wykupić ubezpieczenie od pożaru, które pokryje nie tylko moje straty, ale i koszt akcji gaśniczej, a mogę też w ogóle się nie ubezpieczać, a zapłacić za samą akcję, kiedy już do niej dojdzie. Jeśli ktoś oglądał film "Vabank II, czyli riposta", to być może pamięta scenę, w której strażak, po ugaszeniu pożaru willi Stawskiego, podchodzi do właściciela i wręcza mu rachunek. To jest całkowicie normalne.
Ktoś powie: "No dobrze, a jeśli nie mam stałej umowy ze strażakami, to skąd pewność, że przyjadą na wezwanie?". W ostatnich latach zdarzyły mi się dwie stłuczki samochodowe. W jednej straciłem lusterko, w drugiej zderzak i lampę. W obu przypadkach zadzwoniłem na policję. Państwowi funkcjonariusze przyjechali raz po trzech kwadransach drugim razem po ponad godzinie. Prywatne lawety były na miejscu po kilku minutach, mimo, że nikt z uczestników kolizji ich nie wzywał i w dodatku wcale nie były potrzebne.
Podobnie będzie ze strażą pożarną. Państwowa straż zarabia, czy gasi, czy leży. Prywatna załoga strażacka siedząca w remizie przynosi straty. Kiedy tylko jest wezwanie, rusza do akcji, nawet jeśli jest to "poza ich rewirem" - bo to jest możliwość zarobienia. A jeśli w danej chwili nie ma wozów do dyspozycji? To wówczas, czy prywatna, czy państwowa, nie przyjedzie. Ale prywatna następnego dnia pomyśli o zakupie nowej jednostki, a państwowa rozłoży ręce, jak NFZ w listopadzie.
Ktoś zapyta: "A co, jeśli straż ugasi nieubezpieczony dom, a właściciel nie zapłaci?". Są metody, żeby go zmusić - tak samo jak z innymi długami. A jeśli raz na jakiś czas zawiodą wszelkie metody wyegzekwowania płatności, to trudno. To jest ryzyko każdego przedsiębiorcy. Tak jak właściciel sklepu musi się liczyć z tym, że czasem klient coś wyniesie pod kurtką, taksówkarz, że ktoś ucieknie mu bez płacenia, a właściciel kina, że ktoś się wślizgnie "na gapę". To jest jeden z kosztów prowadzenia działalności, na który przedsiębiorca z radością przystanie, jeśli jest on ceną za zdjęcie z jego pleców niezliczonych obciążeń biurokratycznych.
Dzięki temu, że pieniądze trafiają bezpośrednio do jego kieszeni, a nie przez urzędnicze łapki do Warszawy, a potem przez inne urzędnicze łapki z powrotem, korzysta i usługodawca, i klient, i strażacy, bo procedura się upraszcza, droga skraca i dużo mniej pieniędzy po drodze się marnuje. Dobrze opłacany urzędnik z najnowszym laptopem z płonącego domu mnie nie wyciągnie. Ja chcę, żeby dobrze opłacany i dobrze wyposażony był facet, który zrobi to bez wahania, a nie będzie się zastanawiał, czy warto ryzykować dla dwóch tysięcy.
Ponadto poszczególne remizy są zmuszone do konkurencji między sobą. Muszą inwestować w lepszy sprzęt i podnosić jakość usług. Muszą "ścigać się" do pożaru. Państwowej straży brak jest tej zdrowej wolnorynkowej motywacji. Bo jeśli prywatna firma strażacka będzie niesprawna i nieskuteczna, to w przyszłym roku nikt nie podpisze z nią umowy.
Tak jak nikt nie przedłuży umowy ze śmieciarzami, którzy zostawiają chlew w altanie.
Kontynuacja tematu
Subskrybuj:
Posty (Atom)