Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusk. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 września 2012

Żeby życie miało smaczek...

Pan premier, Donald Tusk wystąpił był na Kongresie Kobiet. Jak się wlezie między wrony, trzeba krakać jak i one: poziom wypowiedzi premiera zrównał się z poziomem myślenia feministycznych aktywistek, czego efektem było, że jego słowa były jeszcze bardziej bezmyślne, niż zazwyczaj (sznurek).

Premier opowiedział się za tym, by listy wyborcze do parlamentu były budowane metodą "suwakową", czyli poprzez naprzemienne umieszczenie kobiet i mężczyzn. - Tak, aby te miejsca "biorące" były nie tylko dla facetów, tak jak to jest w większości partii do tej pory - podkreślił Tusk.

Jest to oczywiście wypowiedź seksistowska - premier wprowadza do polityki rozróżnienie płci, co w polityce nie powinno mieć miejsca. Polityka wybieramy ze względu na jego doświadczenie i obietnice, a nie ze względu na to, czy jest mężczyzną, czy nie. Ale to tylko drobne spostrzeżenie.

Bardzo łatwo w tej wypowiedzi przeoczyć dużo istotniejszą sprawę. Pan premier podważa podstawę demokracji jaką znamy, bo wprost sugeruje, że wyborcy nie głosują na najlepszych ich zdaniem reprezentantów swoich interesów, tylko że przy wyborze biorą pod uwagę takie rzeczy jak pozycja na liście (miejsca "biorące"), która nie powinna mieć żadnego znaczenia dla świadomego wyborcy. Ale pan Tusk słusznie tu zauważa, że większość wyborców to idioci. Przywykliśmy już do tego, że świadomego wyborcę nazywa się "błędem statystycznym".

Na koniec przytoczono też słowa premiera na temat myślozbrodni, pardón, "mowy nienawiści":

Kobiety często są ofiarami przemocy, nie tylko fizycznej, ale także słownej, są często upokarzane.

Zapoznając nas tym samym z nowym terminem "przemocy słownej" (naprawiacze pojęć będą mieli kiedyś pełne ręce roboty). Do tej pory przemoc wiązała się z użyciem siły fizycznej. Obecnie, gdy czytam wiadomość "...napastnik przemocą wtargnął do mieszkania...", to nie wiem, czy otworzył drzwi kopniakiem i władował się tam "na chama", czy tylko zwymyślał właściciela, żeby ten go wpuścił.

Myśl tę premier kończy słowami:

Mowa nienawiści, pogarda bardzo często odnosi się do ludzi nie tylko ze względu na ich rasę, czy przekonania polityczne, ale także ze względu na płeć czy role społeczne. (...) Dlatego wzbogaciliśmy ten projekt ustawy także o ściganie przestępstwa (...) ze względu na mowę nienawiści powstałą wskutek rozróżniania płci

Dokładnie tego samego rozróżnienia płci, które on (przemocą?) wprowadza do polityki.

wtorek, 15 maja 2012

Pan premier zachęca do demonstracji

Premier Tusk zaapelował, by nie organizować demonstracji w czasie Euro 2012. Tym samym zachęca związkowców i nie tylko do demonstrowania w czasie trwania tej imprezy. Z prostej przyczyny - czy demonstracje są po to, by uszczęśliwić premiera?

Nie, wprost przeciwnie. Są po to, by jemu, rządowi oraz parlamentarzystom dać w kość. W przeciwnym razie demonstracje odbywałyby się wówczas, kiedy rząd zrobi coś pożądanego, a nie kiedy postępuje wbrew woli demonstrujących. A jeśli ktoś, komu tłum chce dać w kość apeluje do niego, by tego nie czynił, to oczywiście tłum ten w kość da i to jeszcze chętniej.

Daleki jestem od twierdzenia, że premier faktycznie chce, by demonstracje się odbywały, a w bystrości swej przewidział opaczną reakcję związkowców i innych demonstrujących, więc zaapelował o coś zgoła przeciwnego. Nie, nie! Uważam, że mamy do czynienia z tą drugą możliwością.

Premier raczej powinien powiedzieć, że nie obchodzą go żadne demonstracje i wszystko mu jedno, czy się odbędą, czy nie. A najlepiej by było, by w ogóle zignorował temat. Nie zapobiegłoby to demonstracjom, ale zapewne ostudziłoby to zapał aktywistów. Bo tłum kieruje się taką sama mentalnością, jak walczące kobiety - prośba o zaniechanie walki dodaje przeciwnikowi animuszu.

Tymczasem oczywiście i Solidarność, i cała reszta za nic mają apele Tuska i w czasie Euro będą protestować. I nie można się im dziwić, wydali na tę imprezę, podobnie jak my wszyscy, kupę kasy i chcą z tego mieć coś więcej niż tylko pokrzepiającą świadomość, że działacze sportowi i politycy dostaną darmowe bilety na mecze, a oni będą mogli mistrzostwa oglądać wygodnie w telewizji za niezbyt wygórowany abonament.

Demonstracje będą i obawiam się, że na demonstrowaniu się nie skończy, bo już widać, że społeczeństwu żyłka na czole pulsuje, a pulsuje mocno i szybko. Przez ostatnie lata, ba miesiące, możemy obserwować jak demonstracje nabierają na sile. Są coraz liczniejsze, a demonstranci coraz bardziej skorzy do walki. A drugiej takiej okazji jak Euro, długo nie będzie. Spodziewam się najgorszego.

czwartek, 5 stycznia 2012

Prawda sprzyja złodziejom

Nasz "wybitny dyplomata", jak nazywa go sam premier Tusk, polski ambasador w Berlinie, Marek Prawda skomentował kradzieże niemieckich samochodów. Jak można przeczytać w Onet.pl:

Na pytanie o rosnącą liczbę kradzieży w Brandenburgii, landzie graniczącym z Polską, polski ambasador w Berlinie powiedział, że "być może w Niemczech kradzież samochodu jest zbyt łatwa", a omawiany proceder to "przede wszystkim problem policji w kraju, gdzie giną auta", która "musi zacząć sobie lepiej radzić".

Jak może człowiek, który daje świadectwo o swoim narodzie usprawiedliwiać kradzież? Bo do tego to się przecież sprowadza. Tłumaczenie to jest na tym samym poziomie, co mówienie, że winną gwałtu jest kobieta, która ubrała kusą spódniczkę.

Zdaję sobie sprawę, że okazja czyni złodzieja, ale za kradzież odpowiedzialny jest tylko on sam. Złodziej to nie niedźwiedź, który wywrócił i przeszukał kosz na śmieci na polu namiotowym, bo ten był niewystarczająco zabezpieczony. On działa świadomie i wie, że to co robi jest złe. Nawet jeśli ktoś zostawi otwarty wóz sportowy z kluczykami w stacyjce, to w żaden sposób nie usprawiedliwia bezprawnego przywłaszczenia sobie cudzego mienia. A dyplomata, który choćby sugeruje, że częściową odpowiedzialność ponosi za to ktoś inny niż złodziej powinien natychmiast zostać przeniesiony do działu konserwacji powierzchni poziomych.

Pan Prawda, jako ambasador powinien potępić kradzież i wyrazić ubolewanie nad istnieniem tego procederu i ewentualnie zaproponować rozmowy na temat współpracy organów ścigania obu landów w tym zakresie.

Ton wypowiedzi pana "wybitnego dyplomaty", sugeruje, że najlepszym rozwiązaniem problemu byłoby,. gdyby Niemcy zaczęli w rewanżu kraść polskie samochody.

Nie sądzę, by, z uwagi na zachwyt, jakim pan Tusk darzy pana Prawdę, został on zdymisjonowany. Biorąc jednak pod uwagę, że pan premier zadowolenie Niemców zawsze stawia przed Polską, możliwe, że zechce przenieść pana Prawdę do placówki w jakimś innym kraju.

sobota, 25 czerwca 2011

Kosztowna szkoła w nieco innym znaczeniu

Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwość, że składanie się na cudzą edukację nie jest dobrym pomysłem, podam przykład pewnego ucznia.

Uczy się uczeń ów już czwarty rok, całkowicie za pieniądze podatników. Edukacja jego jest NIEWIARYGODNIE kosztowna. Nie robi nic poza tym. Utrzymuje się z również państwowego, bardzo hojnego, stypendium, mimo, że uczniem jest miernym. I już teraz planuje wybranie się na drugi równie kosztowny kierunek.

Mówię o premierze Tusku, który sam bezwstydnie przyznał w wywiadzie dla Newsweek.pl:

Po tych czterech latach ogromnie dużo się nauczyłem. Dziś wiem o wiele więcej. Wiem, co trzeba poprawić i bardzo chcę rządzić lepiej.

To on nie wiedział? To on się dopiero uczy? Przecież przed ostatnimi wyborami zapewniał, że wie co trzeba poprawić, a teraz bez skrępowania mówi o tym, że dopiero teraz się dowiedział. Jak może w tym samym wywiadzie snuć plany na następną kadencję? Żeby znowu za cztery lata pozostawił Polaków w bigosie, pocieszając ich, że przynajmniej on się czegoś dowiedział? Skoro on się dopiero uczył, to on powinien płacić, a nie podatnicy w jego pensji i rozlicznych kosztach jego głupich żakowskich decyzji. Bo posadę dostał nie po to, by się uczyć, tylko po to by działać.

A następnym razem do rządzenia należy brać kogoś, kto JUŻ się na tym zna. 

To może być dobry argument do przekonywania innych do niegłosowania na PO. Proszę wykorzystywać.

piątek, 24 czerwca 2011

Tusk, honor, ojczyzna

Donald Tusk powiedział w Brukseli, że O. Rydzyk złamał regułę mówiącą, że za granicą nie należy mówić źle o ojczyźnie (źródło). Miał na myśli wypowiadź, w której Ojciec Dyrektor miał powiedzieć, że w Polsce panuje totalitaryzm, oraz krytykował rząd.

Nie mam zamiaru odnosić się do wypowiedzi O. Rydzyka. Chodzi mi o rozumienie przez pana premiera słowa "ojczyzna". Ojczyzna to kraj. Ojczyzna to tradycja, kultura naród. Ale ojczyzną nie jest państwo. Państwa przychodzą i odchodzą. To tylko chwilowy okupant naszej ojczyzny. A to mamy PRL, a to mamy N-tą RP. To się zmienia. Moją ojczyzną jest Polska, jest to również ojczyzna mojego ojca, dziada, pradziada... Ale każdy z nas urodził się w innym państwie.

Pójdźmy jednak premierowi na rękę i załóżmy na chwilę, że istotnie słowo "ojczyzna" to pojęcie czysto administracyjne. Wówczas powstaje pewien dylemat. W przeciwieństwie do kraju, państwo jest tworem zmiennym w czasie. Czy za ojczyznę należy uważać stan w chwili narodzin mówcy, czy też kategorią będzie tu obywatelstwo w chwili obecnej?

W tym pierwszym przypadku należałoby mówić, że ojczyzną Ojca Rydzyka jest III Rzesza, pod której okupacją był się urodził i spędził pierwsze cztery dni swojego życia i to o niej nie powinien wypowiadać się negatywnie i zawsze z szacunkiem mówić o twórcy III Rzeszy*, a rząd III RP mógłby przeklinać do woli.

Jeżeli zaś tuskowe rozumienie słowa "ojczyzna" miałoby się odnosić do obecnych granic administracyjnych, to znaczy, że ojczyzną jest państwo obecnie okupujące miejsce urodzenia, czy też miejsce zamieszkania osoby krytykującej tęże. W takim wypadku, O. Rydzyk nie był za granicą, gdyż jego ojczyzną w myśl powyższego byłby ZSRE.

Najwyraźniej pan premier nie do końca przemyślał, co ma na myśli, ale jak podaje portal WP:

Tusk argumentował, demokracja polega też na tym, że każdy ma prawo do wypowiadania nawet głupot.

Zatem jest usprawiedliwiony.

Jak widać utożsamianie słowa "ojczyzna" z tworem administracyjnym, jakim jest państwo może poważnie dezorientować. "Zacznijmy od naprawy pojęć." Apeluję o używanie słowa "ojczyzna" w jego tradycyjnym znaczeniu. Ojczyzna to jest konkret, to miejsce, to kraj, to kultura. Ludzie tęsknią do miejsc, a nie do urzędników. Można mówić, że na przykład za PRL było lepiej, ale jest to zupełnie nieporównywalne z uczuciem człowieka, który po raz pierwszy po pięćdziesięciu latach widzi dom, w którym się urodził i wychował. Bo to jest w sercu na zawsze. A nie rząd, prezydent, premier - bo ci przychodzą i odchodzą.

Myślę, że pan Tusk chciał raczej powiedzieć, że Tadeusz Rydzyk złamał pewną zasadę, mówiąc negatywnie o rządzie Tuska.

* To też rodzi pewien dylemat, bo w chwili narodzin Ojca Rydzyka, o ile mnie pamięć nie myli, zarówno jego rodzinny Olkusz, jak i Bruksela pozostawały pod okupacją tego samego państwa, zatem być może w rozumowaniu premiera jednak miałby on prawo do krytyki III Rzeszy w Brukseli. Nie wiem, ale i wolę nie pytać.