Na wielu polskich i zagranicznych serwisach internetowych, między innymi na Onecie, można przeczytać o "skandalu", jakim jest niezaproszenie na królewski ślub między innymi panów Blaira, Browna, a także Obamy. Ja bym tego "skandalem" nie nazwał - wprost przeciwnie, zaproszenie ich byłoby skandalem.
Wyobraźmy sobie pewną bardzo abstrakcyjną sytuację: ślub dwóch kartofli, na który nie zaproszono stonki ziemniaczanej. Czy nazwiemy to skandalem? Czy zaskoczyłaby nas informacja o niezaproszeniu państwa Termitów na ślub Pinokia? Albo Hitlera na Bar Micwę? Raczej nie.
Dlaczego zatem skandalem jest niezaproszenie demokratów na królewski ślub? Przecież ci ludzie otwarcie głoszą wyższość rządów motłochu nad monarchią. Co więcej, pan Obama jest głową państwa, które prowadziło i prowadzi wiele akcji militarnych, których oficjalnym celem jest obalanie monarchii w różnych zakątkach świata.
Ci panowie to, z punktu widzenia monarchii, szkodniki
Dla mnie to pokrzepiające, że młody Książę William potrafi tym dżentelmenom, którzy tombakowymi zgłoskami wbazgrali się w brudnopis historii, pokazać gdzie jest ich miejsce.
Z drugiej jednak strony obawiam się, że cieszę się na wyrost i że przyczyny nieuwzględnienia wspomnianych panów na liście są zgoła odmienne. Wszak monsieur Sarkozy bilecik otrzymał.