piątek, 25 marca 2011

O wolnej woli

Pod moim wpisem sprzed kilku dni o walce rządu z narkomanią zawiązała się całkiem ciekawa dyskusja. Oczywiście zgadzam się, że narkotyki, zwłaszcza tak zwane "twarde" to nie jest dobry pomysł na życie. Ale w czym moja opinia jest lepsza od kogoś, kto lubi sobie "dziabnąć"? Tu nie chodzi o to, kto ma rację, tylko o to, by każdy miał prawo postępować zgodnie z tym, co uważa za słuszne. Jak powiedział Voltaire, "Nie zgadzam się z twoim zdaniem, ale oddam życie za to, byś miał prawo mówić to, co chcesz." To samo tyczy się przyjmowania wszelkich substancji. Prawica nie staje w obronie narkotyków, tylko w obronie wolności.

Główny (i chyba jedyny) oponent legalizacji narkotyków wśród komentatorów, LordBlackAdder przedstawił kilka zastanawiających argumentów, z którymi chcę niniejszym podjąć polemikę.

nie istnieje coś takiego, jak kontrolowanie używek

Kontrolowane stosowanie używek jest jak najbardziej możliwe. Pod jednym warunkiem - trzeba być rozsądnym. Dopóki człowiek jest świadomy tego, co zażywa i jak owa substancja działa, jest w stanie to opanować. Znam masę ludzi, którzy w młodości eksperymentowali z narkotykami, upijali się do upadłego, czy latami palili papierosy, po czym zrywali z tym z dnia na dzień i nigdy nie powrócili do dawnych przyzwyczajeń. Całkowicie zatem nie zgadzam się z LordBlackAdderem.

Oczywiście z drugiej strony znam taż mnóstwo osób, które sięgnęły po jakąś używkę, "bo jak raz spróbuję, to przecież nic mi się nie stanie", po czym wpadli po uszy i mimo chęci nie potrafią zerwać z nałogiem. Ale to, że ktoś jest idiotą, nie jest powodem, żeby wszystkich traktować jak idiotów. Ostatecznie, jeżeli szkodzi, to tylko sobie.

Komentator dodaje:

nie podoba mi się opowiadanie kłamstw o nieszkodliwości marihuany

A ja mam już dosyć opowiadania kłamstw na temat jej szkodliwości. Jest wiele dużo szkodliwszych dla zdrowia substancji, które nie są zakazane: alkohol, papierosy, glutaminian sodu, szczepionka na świńską grypę, Domestos... to tylko nieliczne. W wyniku istnienia całkowicie legalnej komunikacji samochodowej ginie rocznie w Polsce kilka tysięcy osób.

Liczba śmiertelnych ofiar zażywania marihuany jest porównywalna z liczbą ofiar czkawki. Więcej słychać o jej leczniczych właściwościach, niż o szkodliwości. Nie trzeba daleko szukać, wystarczy zajrzeć do Wikipedii:

Ma ona w zależności od warunków działanie: uspokajające, lekko euforyzujące i przeciwbólowe, pobudzające apetyt, rozkurczające mięśnie, zmniejszające ciśnienie śródgałkowe i rozszerzające oskrzela.

do 2008 roku odnotowano dwa przypadki śmierci z powodu nadużycia marihuany, jednak spowodowane były one prawdopodobnie wystąpieniem dodatkowych indywidualnych czynników ryzyka, bez których zażyta marihuana nie doprowadziłaby do śmierci.

Dalej LordBlackAdder pisze:

chciałbym zaznaczyć, że może występować konflikt między WOLNOŚĆ i MORALNOŚĆ

Z całą stanowczością nie zgadzam się z powyższym zdaniem. Wolność jest podstawą moralności. Moralność to umiejętność rozróżnienia między dobrem a złem i dokonania słusznego wyboru. Jak zatem mogę tego dokonać, jeśli jedna z opcji jest z góry zakazana, jako zła? Gdzie moja ocena? Zostałem pozbawiony wolnej woli, bez której moralność nie istnieje. Baran nie ucieknie pasterzowi nie dlatego, że byłoby to niemoralne, tylko dlatego, że jest pilnowany przez owczarka. I tak obecnie się nas traktuje. Jak stado baranów.

Poza tym jedna osoba może, słusznie z panującą doktryną, uznać, że narkotyki to dzieło Szatana, a inni mogą, tak jak to niegdyś bywało, uznawać je za najwspanialszy dar Niebios. Nie słychać, żeby ci drudzy próbowali wprowadzić nakaz zażywania opiatów. Każdy ma prawo do dążenia do własnego szczęścia. Jeśli kogoś uszczęśliwia ćpanie, to pozwólmy mu ćpać i cieszmy się jego szczęściem.

Podstawowym problemem, który jest źródłem całej tej dyskusji jest socjalistyczny system wartości przedkładający ilość nad jakość. Dla socjalistów liczy się tylko długość życia. I jeżeli narkotyki, mimo wszystkich swoich zalet, szkodzą, choćby w najmniejszym stopniu zdrowiu, to należy je zakazać. Ja zaś, owszem, nie pogardziłbym długim żywotem, ale dużo ważniejsze dla mnie jest, żeby to życie było ciekawe, i przeżyte z przyjemnością (nie ma tu na myśli akurat narkotyków, ale ktoś inny mógłby mieć).

Wolę być jak Jerzy Kukuczka, który zginął w kwiecie wieku robiąc to co kocha, niż panem Władysławem z "Klanu", który umiera jako sędziwy dziadzio, poświęciwszy całe swe życie na bycie przykładnym mężem (o tym jak marne to zajęcie najdobitniej świadczy fakt, że musiałem podeprzeć się postacią fikcyjną, bo o takich ludziach historia nie pamięta).

A to, czy uszczęśliwia mnie drapanie się po górach, czy wciąganie kokainy - to już moja prywatna sprawa. Wielu wielkich ludzi stało się wielkimi między innymi dlatego, że mieli nieskrępowany dostęp do narkotyków. O ileż światowa literatura byłaby uboższa, gdyby nie narkomani? Nigdy nie powstałby poemat Kubla Khan Samuela T. Colleridge'a. Witkacy pisał i malował pod wpływem. A wiele Najwspanialszych utworów muzycznych drugiej połowy dwudziestego wieku powstało z pogwałceniem prohibicji narkotykowej, wspomnę choćby Beatlesów, The Doors, Hendrixa, Nirvanę, czy Monster Magnet. Oni wręcz powinni zażywać narkotyki. A my powinniśmy być im za to poświęcenie wdzięczni.

Ale dzisiejsza propaganda medialna pokaże tylko ćpuna - menela, brudnego i wyniszczonego obszczymura albo Billa Clintona. Jak więc ktokolwiek mógłby wątpić w ich szkodliwość? Dłuto też może służyć sztuce tak samo, jak samookaleczeniu, a mimo to można je kupić w Leroy Merlin za 12,65. Bez dowodu.

Na zakończenie wyobraźmy sobie młodą dziewczynę, prawie całkowicie sparaliżowaną, która ma przed sobą najwyżej parę miesięcy życia. Jej już nic nie zaszkodzi. Jest szansa, by na chwilę zapomniała o swoim kalectwie i nadchodzącej śmierci - chce spróbować LSD. Mógłby sobie pofruwać w niebie z diamentami. Przenieść się do cudownej krainy czarów, zobaczyć świat w niesamowicie żywych i intensywnych kolorach. Przeżyć te ostatnie dni w ekstatycznej "fazie". Jak ktokolwiek może jej odebrać tę szansę?

Właśnie TO jest niemoralne.

5 komentarzy:

  1. Tak, zgadzam się, nigdy nie zabroniłbym nikomu brania narkotyków (prócz swoich dzieci - nieletnich), również ludziom na łożu śmierci(czwarty raz tego nie powtórzę:) ).
    Powiem tak: narkotyzowanie się, picie na umór alkoholu itp !demoralizuje! - owszem, tak jak komputer, złe towarzystwo i setki innych. No, ale z niewiadomych dla mnie przyczyn część ludzi ciągle bierze udział w jakieś dziwnej promocji (akurat) marihuany i to mnie kole w oczy. I bawią mnie zwolennicy Korwina - bo on zalegalizuje marihuanę ( i nic poza tym ich już nie interesuje, pełna, za przeproszeniem, wyjebka na wszystko) A gdybym miał okazję poznać poglądy wolnościowe dzięki takim właśnie ludziom, to do tej pory trzymałbym się od tego z daleka. Dla mnie to żaden argument służący szerzeniu wolność. (może trochę spłyciłem ostatnie - proszę nie mieć mi tego za złe)
    LordBlackAdder

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, za przypomnienie tych kawałków. Powiem więcej, nie tylko te piosenki, ale i teledyski do nich nigdy nie powstałyby na trzeźwo.
    I muszę przyznać, że sam byłem chyba zmanipulowany przez media, bo też zupełnie zapomniałem o tym wszystkim, co dzięki narkotykom powstało. Cieszę się, że nie ukrywasz, tak jak wszyscy, drugiej strony medalu. Narkotyki nie są ani dobre ani złe. Różnica tkwi w ludziach, którzy je biorą.
    Prot

    OdpowiedzUsuń
  3. "Jeśli kogoś uszczęśliwia ćpanie, to pozwólmy mu ćpać i cieszmy się jego szczęściem."

    A jak zmieni zdanie, to zapłacimy za jego leczenie?

    OdpowiedzUsuń
  4. @up może zanim skomentujesz przeczytasz trochę więcej niż jeden wpis? "Polaczkowa eksperckość"...

    Mam mały apel- Zostaw kwestię marihuany/narkotytów. Nikomu do szczęścia to nie jest potrzebne a zdanie o niej każdy ma własne.
    Jest 101 innych, ważniejszych i bardziej palących kwestii w naszym kraju które WARTO poruszyć i o których warto mówić- na które należy na nie uczulić obywateli przed wyborami.

    pozdrawiam
    Kage

    OdpowiedzUsuń
  5. bycie przykładnym mężem .... co to właściwie jest ?
    czy to taki co się żony, dzieci słucha ?
    Jak ktoś jest złym mężem / ojcem, to głównie świadczy o tym, że jet miękki.
    Twardziel ojciec, to taki, który dzieciaki zabierze na wyprawę w góry, jak kukuczko...
    Twardziel - przykładny Ojciec będzie mieć na tyle mocy, żeby mimo dostępności marychy, swoje dzieci przed nią obronić.
    Mięczak nie potrafi wyjść poza schemat, w nieznane, przyryzykować.

    OdpowiedzUsuń