Kilka osób zwraca uwagę na moje odniesienia do Janusza Korwin-Mikkego. Są tacy, którzy uważają, że jest nazbyt obecny w moich tekstach i filmach, a inni twierdzą, że nie dość dobitnie eksponuję jego osobę.
I tak TPReal pisze:
Jeżeli na przykład popierasz JKM, a chyba tak, to na marginesie mogłaby być informacja, że uważasz głosowanie na niego za właściwe. Jeżeli jest coś innego co może zrobić ktoś, komu twój blog otworzy oczy, to napisz o tym, gdzieś na głównej stronie. Bo w tej chwili blog tylko dołuje, a nie podpowiada co zrobić, żeby poprawić sytuację. A ludzie takiej podpowiedzi potrzebują.
Na co KosKos odpowiada:
Ja jednak podtrzymuję moje zdanie - uważam, że lepiej dla tego bloga, jeżeli będzie 'bezpartyjny' - niż, gdyby miał stać się reklamówką partii.
Obie uwagi uważam za słuszne i wydaje mi się, że stosuję się do obu, dzięki działaniu na dwa fronty. Ludzie dzielą się bowiem na oczytanych i o-oglądanych.
Blog piszę dla tych pierwszych. Czytanie bowiem wymaga pewnego "wysiłku". Zakładam, że skoro ktoś podejmuje go tutaj, to również wysili się, by dociec, kto, lub jaka partia odpowiada jego przekonaniom.
Jestem pewien, że sto procent komentatorów mojego bloga i niewiele mniej jego czytelników to osoby na tyle bystre, że dostrzegają bliskość moich poglądów do poglądów JKM. Daleki jestem od tego, by ukrywać fakt, że bardzo cenię głoszone przez niego idee, że wywarł swego czasu na mnie duży wpływ i że jego blogi zainspirowały mnie do utworzenia własnego, za co jestem bardzo wdzięczny. Ale jestem też zdania, że idee te są tak samo prawdziwe niezależnie od tego, jakim nazwiskiem się je okrasi. Więc do postaci JKM nawiązuję sporadycznie, by zachować bezpartyjność bloga, jak to ujął KosKos.
A co z tymi, którzy są zagubieni - zgadzają się z nami, ale nie wiedzą, jak pomóc konserwatywnemu liberalizmowi - dla nich jest mój kanał youtube. Wizualny, czyli przystosowany do dzisiejszych standardów przyswajania informacji w sposób wygodny. I tam też od razu wyraźnie podrzucam rozwiązanie. Bo moje filmy oglądają nie tylko osoby pojętne, ale i te, które nie są zbytnio zorientowane w polityce.
I myślę, że to jest wystarczające rozwiązanie problemu. Garstka tych, co czytają bloga to ludzie świadomi, a dla mas kręcę, można by powiedzieć, gotowe spoty wyborcze. Zresztą wystarczy się przyjrzeć proporcji odwiedzeń bloga (10 000 w ciągu dwóch miesięcy, z czego większość jak zakładam to stali czytelnicy) i kanału Youtube (już chyba ponad 150 000, z czego zdarzył mi się taki dzień, że film Koszta Pracy w ciągu jednego dnia odwiedziło ponad 20 000 osób), by uzasadnić takie postępowanie.
No i oczywiście jest tu też robota dla Was. Zapewne macie w swoim otoczeniu znajomych, sąsiadów, członków rodziny, którzy są niezdecydowani, zawiedzeni i skołowani przez media. Dla naszego wspólnego dobra, pogadajcie z nimi, podeślijcie filmiki, nie tylko moje, podsyłajcie teksty z Internetu i mówcie im, co można i trzeba zrobić, żeby było lepiej. Rozsądnego rozmówce przekonacie bez trudu, proszę mi wierzyć. Jak każdy z nas przekona jedną osobę, to będzie nas o sto procent więcej.
I nawet czasem lepiej najpierw wytłumaczyć co jest złe, co trzeba naprawić i jak, a jak już zaczyna kiwać głową to wtedy podrzucić nazwisko, czy nazwę partii.
APEL
Wracam do tematu filmów. Powoli będę się zbierał do nowego projektu i bardzo przyda mi się pomoc. Film będzie między innymi o podatku VAT, ale mam tu pewien problem. Próba wszelkich szacunków na podstawie teksu ustawy jest bardzo trudna. Dlatego zgłaszam się z apelem do osób, które, albo znają jakąś średniozamożną czteroosobową rodzinę (dwójka dzieci w wieku szkolnym), albo są członkami takowej. Jeśli prowadzicie domowe rachunki, albo zbieracie paragony, bardzo proszę podpowiedzieć ile w praktyce pieniędzy rodzina taka wydaje miesięcznie na powszednie wydatki typu jedzenie, kosmetyki, chemia gospodarcza, ubrania, prąd itp. i jaki procent tej kwoty to VAT. Bardzo mi pomogą nawet najdrobniejsze podpowiedzi. Proszę je zamieszczać jako komentarz do niniejszego wpisu. Z góry dziękuję.
Proszę prenumerować i obserwować mój blog i podsuwać go znajomym. Nasze idee wygrają jednak tylko wówczas, gdy będą widoczne.